Wypowiedzi publiczne prokuratury mają dwa cele: informowanie opinii publicznej o stanie śledztwa i wspieranie działań śledczych. Czemu miał służyć przeciek do „Gazety Wyborczej” powyrywanych z kontekstu fragmentów przesłuchań naukowców? Z całą pewnością nie miało to nic wspólnego z rzetelną informacją. Chodziło o to, by maksymalnie podważyć wiarygodność świadków. Ma to swoje ogromne konsekwencje dla śledztwa. Część z badaczy może np. wycofać się z dalszych prac, inni, którzy chcieliby się w nie włączyć, będą obawiali się problemów w pracy. Trudno tu więc mówić o wspieraniu śledztwa. Przecież ci naukowcy, cokolwiek mieliby do powiedzenia, badają sprawę za własne pieniądze i nie przeszkadzają w niczym prokuraturze. Okazuje się jednak, że czasem dochodzą do innych wniosków niż posłuszni władzy eksperci. I to spotyka się z tak zaciekłą reakcją ze strony prokuratury, władzy i wspierających ich mediów. Ich celem jest obronienie tezy, że była to zwykła katastrofa. Nie sądzę, by wielu ludzi dało się nabrać na takie sztuczki. Nie ma to większego znaczenia. To śledztwo od dawna zadowala głównie Moskwę. I nic się nie zmieniło.