Wróciłem właśnie z wakacji na Karaibach z żoną, najlepszy hotel, imprezy w basenie wypełnionym szampanem. W tym czasie moi niewolnicy zarobili dla mnie 2 mln. Teraz odpocznę sobie i za miesiąc znowu na Karaiby. Czy plebsik z pośredniaka ma jakieś pytania? Odpowiem – napisał na portalu Wirtualna Polska ktoś o pseudonimie Boss. Czy ten wpis jest jednostkowym przypadkiem chamstwa jakiegoś dorobkiewicza? Obawiam się, że o ludziach, którym w życiu się nie powiodło, stracili pracę i żyją na krawędzi ubóstwa, nasza „klasa sukcesu” ma podobną opinię. Ten plebs to, jak pokazują statystyki, coraz częściej lekarze, politolodzy, ekonomiści, a także politycy i dziennikarze. Jak widać, na tzw. liście płaczu w urzędach pracy lądują ludzie z wyższym wykształceniem. „Boss” ma ich za plebsik, ale ostrzegam go, tak długo, dopóki nie powinie mu się noga w interesach. Wtedy nie tylko jego niewolnicy, ale i on sam będzie tonął we łzach.
 
W programie Polsatu zatytułowanym „Premierzy”, z udziałem byłych premierów III RP, bardzo były i krótkotrwały szef rządu, doradca Tuska od spraw gospodarczych, Jan Krzysztof Bielecki wyjaśnił telewidzom, dlaczego u nas są takie niskie płace. Otóż dlatego, że jesteśmy konkurencyjni właśnie w dziedzinie kosztów pracy. Nie dziwi go, że w stolicy średnie zarobki pracowników supermarketów brutto wynoszą 1500 zł, a w pipidówie na prowincji 450 zł. Chodzi o to, żeby zagraniczne firmy inwestowały w biednych regionach, bo w państwach bogatych muszą płacić swoim obywatelom 1500 euro. Oto w jakiej dziedzinie jesteśmy konkurencyjni, w dziedzinie pracy niewolniczej. Co się zaś tyczy innowacyjności i modernizacji, to jak zauważył pewien przedstawiciel biznesu, skutki mogą być tragiczne, maszyny zastąpią ludzi, a ludzie stracą zatrudnienie. I wzrośnie bezrobocie, a tego przecież nie chcemy. Wolimy, żeby plebsik został tam, gdzie jego miejsce. I był traktowany zgodnie ze swoim statusem.
 
Donald Tusk nie gniewa się na związkowców za 100-tysięczną demonstrację, a jego „pomnik” mu się nawet podoba. Naród się zabawił w Warszawie, premier zabawia się z narodem. Naród pluje mu w twarz, a on na to, że deszcz pada. Premier jest górą, wszak dba o zatrudnienie wieśniaków za nędzną jałmużnę zagranicznych koncernów. Ich bossowie nie zadowalają się urlopami na Karaibach, stać ich na znacznie więcej rozkoszy czerpanych z harówki i upokorzenia różnych niewolników. Najlepiej tych biednych z zacofanej Polski. Znaleźliśmy się na dnie. Na 250 krajów Polska zajmuje 12. miejsce pod względem zadłużenia wobec innych państw i zagranicznych podmiotów gospodarczych. Ale niewiele się zmienia. Nie takie demonstracje jak te związkowe wytrzyma władza III RP. Ona jest odporna na ludzką biedę i rozpacz. A niewolnikami są wszyscy, również biznesmeni, choć nie bardzo chcą się do tego przyznać. Nastał czas czerwonego feudalizmu. Rządy zadowolonych z siebie władców naszych kieszeni i naszych poglądów. A jak się komuś nie podoba – to biednemu zabiorą ten kawałek łaskawego chleba, a bogatemu... basen z szampanem.