Koniec kryzysu, zaczął się wielki kryzys. Trudno uwierzyć: załamanie produkcji budowlano-montażowej, wielu innych branż, spadek przewozów o 23 proc. (towar został w magazynach). Wysokie bezrobocie, liczy się biorących zasiłki. Zatory finansowe – czyli nie płacą! W mojej nieźle prosperującej rodzinie dochody spadły do 60 proc. Forsę z UE ukradziono lub rozpuszczono. Mali nie płacą, bo nie mają, duzi nie płacą, bo nie chcą. Liberałowie od siedmiu boleści znów pokazują, jakimi są ludźmi. Zwolnili z podatków firmy zagraniczne – za darmo? Pozwalają im wywozić zyski. Ulgi podatkowe dawali ni stąd, ni zowąd, najczęściej zowąd. Biadolą, że opłaty, że wysokie koszty pracy. „Każdy chciałby więcej zarabiać, ja też” – mówi pogodnie pani Henryka Bochniarz, gdy ludzie pracy chcą podniesienia płac do 1200 zł. Jasne. Ona nie ma pieniędzy, ma kredyty, ma wydatki. Pazerność i brak wyobraźni ludzi, którzy muszą kupić nowy model auta za 200 tys. zł, zmienić wystrój, kupić nowe zeptery. Zero empatii. Rząd zadowolony z demonstracji. Szła grzecznie, żadnych ekscesów, Piotr Duda zażądał rozwiązania sejmu. A 200 tys. ludzi uwiarygodniło ten deal.