Były w Polsce czasy, gdy nastolatki urywały się ze znienawidzonej szkoły na wagary, by czytać pod chmurką Mickiewicza i Sienkiewicza. Zakazane tomy romantyków ukrywały przed policją bardziej niż dziś palacze marihuanę. Bo i kary były surowsze – wywalenie ze szkoły, czasem Sybir. Rząd Tuska, wypychając niewygodnych autorów z listy lektur, niektóre argumenty przepisuje wprost od carskiej cenzury.

Prof. Wiktor Weintraub, wybitny historyk literatury polskiej, a po wojnie profesor slawistyki Uniwersytetu Harvarda, wspominał, jak jesienią 1939 r. spotkał na ulicy we Lwowie pisarza Henryka Szypera. Ten poinformował go, że został „mietodistom” od polonistyki na całą lwowską „obłast”. Właśnie zajęty był organizowaniem kursów dla nauczycieli polonistów. Zaprosił Weintrauba do wykładania na kursie. Gdy ten odmówił, w odpowiedzi usłyszał: „Pan myśli na pewno, że to zdrada, że to nieprzyzwoicie brać udział w takich kursach. Niech pan przyjdzie do mnie do biura, a pokażę panu argument, który powinien pana przekonać”. W biurze Szyper pokazał mu ścianę naprzeciwko biurka. Między podobiznami Marksa i Stalina wisiał portret... Mickiewicza.

Ten obrazek pokazuje, że nawet Sowieci mieli obawy przed wypowiedzeniem totalnej wojny polskiemu romantyzmowi. Woleli go zniekształcać, karykaturyzować, ale jednocześnie zachowawczo zapisywać Mickiewicza do obozu walczącego z caratem, niemal u boku Lenina.

Niektórzy politycy PO nie są aż tak ostrożni. Jak poseł Marek Plura z PO, który wyraził na blogu radość, że „MEN wykreśliło katowanie dzieci w gimnazjum »Panem Tadeuszem«, »Konradem Wallenrodem« i »Trylogią«” i jego syn będzie mógł tam kształcić się „bez obciążenia paranoją” związaną z działalnością „szlacheckich supermanów”. Dlaczego władzy tak bardzo przeszkadzają dziś arcydzieła polskiej literatury?

Budowniczy legendy

Trylogia pozostaje najważniejszą książką, którą powinien przeczytać nastolatek także dziś. Bo inaczej niż dzieła trudniejsze jest dla niego zrozumiała i atrakcyjna już w kluczowym okresie wczesnego dojrzewania. Wedle propagandystów od telewizyjnego chłamu bunt nastolatka w czasie burzy hormonów powinien ograniczyć się do naklejania na ścianie pokoju plakatów z tą czy inną telewizyjną Barbie oraz przekonania, że największym totalitarnym niszczycielem wolności na świecie jest jego proboszcz.

Tymczasem poznawany w tym czasie świat przygody, awantury, wielkich miłości i nie mniejszych pijatyk pokazany przez Sienkiewicza, pełen zakazanych owoców, jest jednocześnie pełen polskości, walki o nią, która dla wielu nastolatków okazuje się jednak atrakcyjniejsza od wspomnianego chłamu. Dzięki lekturze Sienkiewicza pada cały wysiłek różnych Wojewódzkich, by polskość przypisać do świata uciążliwych dla nastolatka starych dewotek – ów ubrany w formę telewizyjnego „tokszoł” oklepany, sztampowy zabieg propagandy zaborców z XIX w.

Sienkiewicz zbudował buntowniczą legendę II RP. Wśród tych, którzy w 1914 r. ruszali w pole, był Bolesław Wieniawa-Długoszowski, „bożyszcze Polek”, adiutant Piłsudskiego, znany nie tylko z niezwykłej inteligencji, brawurowej odwagi, ale i awanturniczego oraz rozrywkowego trybu życia. Wychował się na „Ogniem i mieczem”, którą to powieść czytał jako nastolatek dziesiątki razy.

Uderzenie w patriotyzm piłsudczykowski, a nie endecki

Najlepiej na pytanie, na czym polega siła Sienkiewicza, odpowiedziała chyba Maria Konopnicka w swoich wydanych w 1905 r. „Szkicach”, stwierdzając, że „twórczość Sienkiewicza jest mocna, bujna, zdrowa i nieporównanie żywotna”, gdyż jest „wielkim wywoływaczem nie duchów, lecz ducha”. I nie miało znaczenia, że Sienkiewicz, grając z carską cenzurą, to zaostrzającą się, to liberalizującą, nie obsadzał w roli wrogów Rosjan. Kto jest wrogiem, Polacy umieli sobie sami dopowiedzieć.

Jego twórczość wywołuje bowiem dawnego ducha polskości, którego waleczność porywa i dlatego głównym celem zaborców było to, by młodzi Polacy nie przejmowali go od starszych pokoleń. Jak pisze Konopnicka, „Sienkiewicz nie maluje przeszłości: on ją wskrzesza […] poszedł wstecz czasów, mogił, rumowisk i odklął z martwoty”. W efekcie „twierdza duchów uczyniła się widna, błyskająca sobą, silna i obronna”.

Politycy PO i prorządowi publicyści używają dziś z kpiną zwrotu „wzmożenie patriotyczne”. Zapewne nie zdają sobie sprawy, że kpią z Konopnickiej, która pisała, że jeśli duch narodu się odrodzi, jeśli potrafimy żyć mocno, to oczyszczenie atmosfery ze zjawisk wrogich nam „przyjdzie samo z siebie jako następstwo wzmożonego życia, którego płomień, gdy silnie zagore, ma moc przedziwną oczyszczania atmosfery ze wszystkiego, co życiu temu szkodliwym jest i wrogim”.

Co jeszcze denerwuje u Sienkiewicza wrogów polskości? Opis tego, jak wracają do niej ci, którzy pogubili się wskutek propagandy zdrajców udających patriotów. Jak Kmicic, który uwierzył Radziwiłłowi. I mogą odpokutować błąd jedynie bohaterską walką z wrogiem i świadomymi zdrajcami.

Warto odnotować, że wbrew propagandowym kalkom walki z „faszyzmem”, władza uderza w lektury będące zdecydowanie bardziej składnikiem tożsamości piłsudczykowskiej, insurekcyjnej, powstańczej niż endeckiej. Przywodzi to na myśl tekst Adama Michnika napisany po zeszłorocznym Marszu Niepodległości, w którym napisał, że jako wieloletni krytyk składa pokłon propaństwowym endekom. Tak, to antyrosyjski Piłsudski jest po Smoleńsku w tej układance najgorszym faszystą.

Kmicic groźniejszy niż Frodo Baggins

Sprawcy wypychania Sienkiewicza i Mickiewicza z listy lektur zdają sobie sprawę, że „jadą po bandzie”. Dlatego towarzyszy mu pojawienie się na owych listach Tolkiena i Sapkowskiego, pisarzy przez wielu z nas lubianych. Tolkien nazywany jest konserwatystą, Sapkowskiego potępiano niegdyś za bardzo niepoprawną politycznie wypowiedź. Tolkien i Sapkowski zostali więc nam wpisani na listę lektur niejako na pocieszenie. Oczywiście obaj pisarze są tu tymczasowo, z pewnością mają być wywaleni z tej listy za jakiś czas, gdy na pierwszym miejscu znajdzie się rewolucja obyczajowa i priorytetem będzie eliminowanie męskości w każdej postaci. Ale na razie mądrość etapu nakazuje ich na nią wprowadzić. Bo na razie dla władzy ważniejsze jest to, by nastolatki nie burzyły się w przyszłości przeciwko powrotowi Polski w strefę wpływów kagebowskiej Moskwy i żeby w ich głowach nie odradzał się tradycyjny polski patriotyzm.

Bo po 10 kwietnia 2010 r. mamy w Polsce do czynienia z odradzaniem się polskiego ducha, który zaczyna, wbrew mediom, być atrakcyjny dla coraz większej części najmłodszych Polaków. No a w tej kwestii Sienkiewicz i Mickiewicz jako sojusznicy pisowskich oszołomów są bardzo niebezpieczni, co sprawdziło się wiele razy w historii. Notabene sprawa ta pokazuje, czym III RP po Smoleńsku różni się od tej z lat 1989–2010. Wtedy Sienkiewicza i Mickiewicza nawet ekranizowano. Dziś już się wypycha. Ktoś z rosyjskiej ambasady zajrzał do starych rejestrów przechowywanych od czasów carskich, sprawdził podejrzane nazwiska i uznał, że już czas?

A co do Tolkiena i Sapkowskiego, to też idealni nie są, ale zagrożenie jest mniejsze, no i nie takie wprost, więc nastolatki wedle władzy mogą od biedy ich książki poczytać. Kmicic jest na razie groźniejszy dla Tuska niż Frodo Baggins – oto linia programowa PO.