„Rozpoczyna się nowy rok szkolny, a z nim następuje dla ciebie, szkolna młodzieży, czas pracy, która ma umysł twój rozjaśnić, uszlachetnić serce. Nie zapominaj o tym, że kraj odpycha od siebie wyrodnych synów” – pisano w powstańczej odezwie do polskich uczniów na początku września 1863 r.

Dowodzący powstaniem pragnęli uchronić od walki najmłodsze pokolenie i zachować je do dalszej pracy dla ojczyzny. Już w lutym 1863 r. Stefan Bobrowski w imieniu Rządu Narodowego zabronił młodzieży do lat 18 werbunku i nakazał jej naukę. Wystąpił też z apelem, aby studenci Szkoły Głównej zaniechali zbiorowego wymarszu do oddziałów. „Narażanie się młodzieży szkolnej w dzisiejszej chwili byłoby wielką dla kraju stratą” – głosił. Ponad połowa z nich chwyciła jednak za broń. Wśród walczących byli i młodsi.

Męstwo i odwaga zdobią Polaka

Dwóch braci 15-letniego Jana Zbrożka z gimnazjum w Tarnopolu już poszło w pole, trzeci poległ pod Miechowem. Janek w końcu uprosił matkę. Mama pisała mu w liście: „Mój Jasiu, jesteś za młody, mimo to bądź zawsze odważny i mężny, a gdyby cię pojmano w niewolę, nie przestraszaj się i uważaj, byś kogoś nie skompromitował. Gdybyś nawet miał iść na stracenie, idź odważnie z modlitwą”. Walczył pod Panasówką 3 września 1863 r. – „Tutaj od bagneta dostałem pchnięcie w rękę, ale za to brat mego kapitana przebił Moskala na wylot swoim bagnetem”. Rannego ewakuowano do Galicji. Po powrocie do zdrowia został kurierem powstańczym na Podolu.

Z kolei 13-letni Feliks Wiktor Riedl (Szczęsny), uczeń szkoły realnej z Sambora, kilkakrotnie uciekał z domu, a dowódcy odsyłali go do rodziców. W końcu matka ustąpiła: „Odmawiać ci nie będę, bo wiem, że to nadaremnie. Ty i tak pójdziesz, jakoś przedtem poszedł, więc lepiej ja cię pobłogosławię, moje drogie dziecię. Idź więc w Imię Boże, kiedy cię tak miłość Ojczyzny zapali, że i miłość twojej matki ustać musi. Idź w Imię Boże”. Bił się pod Panasówką i Batorzem. 6 września 1863 r. trafiła go kula, ale przeżył. Widział śmierć swego dowódcy płk. Borelowskiego „Lelewela”. Ten chwilę wcześniej jeszcze zapytał: „Cóż ty, mały, ranny?”. Rosyjski sąd skazał go na zesłanie do Tobolska. Po powstańczej klęsce ocalona „polska dziatwa” podjęła się pracy nad „rozwinięciem umysłu i duszy uszlachetnienia”. Długo by wymieniać ich liczne oświatowe inicjatywy: stowarzyszenia, biblioteki, czytelnie ludowe, latające uniwersytety, ich dzieła: powieści, nowele, wiersze, obrazy, rzeźby…

Wśród dziatwy tej był ówczesny 17-latek Henryk Sienkiewicz. Dwie dekady później zaczął drukować „Ogniem i mieczem”. Na lekturze Trylogii, z którą wielokrotnie przyszło walczyć zaborcom, okupantom oraz rodzimym kosmopolitycznym modernistom i radykalnej lewicy, wychowała się armia Polaków, która stanęła do zmagań o Polskę. Ileż było w I Kompanii Kadrowej „Bohunów”, „Kmiciców”, „Babiniczów”, „Skrzetuskich”. „Jak szliśmy pod Łowczówek, szliśmy górami, przez śniegi z choinką na lufie karabinu, z Sienkiewiczem czytanym podczas drogi” – notował pisarz, kronikarz I Brygady Juliusz Kaden-Bandrowski. Także legionowy kapelan ks. bp Władysław Bandurski wielokrotnie wspominał, że Trylogia była stale obecna w legionowych okopach.

Czarowna polska indywidualność

W listopadzie 1918 r. przez trzy tygodnie Orlęta Lwowskie stawiały opór Ukraińcom. Do pierwszych walk doszło wokół szkoły im. Sienkiewicza, stanowiącej polską redutę. W pełnych patosu słowach pisał po latach jeden ze świadków: „Najwspanialszy obchód sienkiewiczowski odbył się we Lwowie 1 listopada 1918 r. w szkole jego imienia. Zgromadzona w tych murach garstka »szalonych zapałem«, rozporządzająca kilkoma zaledwie karabinami i rewolwerami, podjęła walkę z przemożnym wówczas wrogiem ukraińskim i odniosła zwycięstwo. Żyjąc w poświęconym jego imieniu budynku, duchy Skrzetuskich, Wołodyjowskich i Kmiciców wstąpiły w tę garstkę i natchnęły ją taką siłą zapału, męstwa i poświęcenia”.

Z kolei płk Kornel Krzeczunowicz – ten od słynnej szarży spod Komarowa – pisał: Czytałem właśnie "Ogniem i mieczem", marzyły mi się wspaniałe sceny bitewne, ale nie przewidywałem, że dane mi będzie przeżywać tę powieść na jawie w 1920 r.. Inny uczestnik tej kampanii, później słynny malarz, eseista, pisarz Józef Czapski, krytyczny wobec autora „Quo vadis”, pytał: Ale czybyśmy mogli wojnę tę wygrać, gdyby nie zastępy Polaków, właśnie Sienkiewiczem naczytanych, zawsze i wbrew wszystkiemu optymistów, dla których ta wojna była dalszym ciągiem „Ogniem i mieczem”? Nie inaczej było podczas II wojny światowej.

Przed laty przestrzegał Stanisław Cat-Mackiewicz: „Gdy Trylogia nie będzie nam nic mówiła, to będzie znaczyć, iż wywietrzały z nas resztki czarownej polskiej indywidualności”. Trudno się dziwić, że Sienkiewicz tak przeszkadza w drodze do postępowego kołchozu, w którym mamy się wyzbyć naszej „czarownej indywidualności” i jeszcze paru innych rzeczy…

Wśród kolejnego, drugiego postyczniowego pokolenia młodzieży, które Niepodległą wywalczyło, był wychowawca młodzieży, harcmistrz, kapitan Henryk Glass – rocznik 1896, kawaler Virtuti Militari, Krzyża Walecznych, bił się w roku 1920 i 1944. Antykomunista, z niejednym bolszewickim wyrokiem śmierci. Chociaż przeżył, dzisiaj jest zapomniany, choć jego życiorys to gotowy scenariusz co najmniej kilku sensacyjnych filmów. Chodził do rosyjsko-niemieckiej szkoły. Naukę historii i literatury polskiej organizowano tajnie w prywatnych mieszkaniach. „Trzeba było nieraz udawać, że się organizuje małą »popijawę«, gdyż rosyjski pozaszkolny nadzór prędzej wybaczał uczniom pijaństwo i rozpustę niż zebrania samokształceniowe”. Utyskując po latach na emigracji na coraz mniejsze wymagania wobec uczniów w szkołach – „bo to dzieci rzekomo przemęcza” – wspominał: „Gdy uczęszczałem do rosyjskiej szkoły średniej w Kijowie, to razem z lekcjami w domu uczono mnie czterech języków, w tym nauka języka, historii i literatury ojczystej była na pierwszym miejscu. Przez całe życie byłem wdzięczny moim rodzicom za dbałość o to”.

Nowoczesna, fajna Polska…

Po 1989 r. nie zabrakło „troskliwych” o to, by polscy uczniowie w szkole się „nie przemęczali”. Już mamy tego efekty. W 40-osobowej grupie studentów na pytanie, z czym kojarzy się im XIX wiek, ktoś nieśmiało odpowiada: „z piłką nożną”, dopiero po chwili, że „były powstania”. W końcu udaje się wymienić wśród nich styczniowe, zatem kolejne pytanie „z kim?”. I wtedy nieśmiałe: „z Prusakami”, „z Niemcami”, ale gdy czują, że to nie to, w końcu z ostatnich rzędów pada głośne: „z Krzyżakami!”Ale „fajna Polska” to będzie dopiero, gdy nasze dzieci wybiorą sobie płeć, a my pomyślimy o zmianie własnej.

Przyspiesza „unowocześnianie” – nieoczyszczonej jeszcze z peerelowskich złogów – nadwiślańskiej oświaty dokonywane przez towarzystwo byłej Unii Demokratycznej – tego nieszczęścia, jakie zawładnęło Polską po 1989 r. – i towarzystwa pewnej coraz mniejszej gazety. O jej ideowych korzeniach już wszystko powiedział Jarosław Marek Rymkiewicz.

Szermierze postępu i walki z ciemnogrodem nie przewidzieli tylko, że swymi działaniami sami też wykreślają się z historii. Na pytanie dotyczące czasu Solidarności, mające przyporządkować ludzi do ich funkcji w latach 1980–1989, przy większości nazwisk licealiści zostawili puste miejsce, ale pojawiło się i takie zestawienie: „Adam Michnik – naczelnik – WRON”. W każdym razie brzmi dostojnie, nawet honorowo. Gotowy scenariusz na szkolną akademię. Kościuszko, Jaruzelski, uczniowie stają na baczność, z głośników płynie „Oka”, na telebimie „Czterej pancerni…”. Synteza polityki historycznej III RP.