„Jarosław Kaczyński wrócił do formy, ponownie oskarża, sieje nienawiść, czy odniesie się do swoich słów o Komorowskim"? Te frazy padają z ust dziennikarzy, rozradowanych, że lider PiS-u wreszcie zabrał publicznie głos, od razu krytykując prezydenta Komorowskiego. W wywiadzie dla „Rzepy" Kaczyński stwierdził tylko, że dziwne wydają się powiązania głowy państwa ze służbami PRL-u, a jako przykład podał głosowanie przeciwko likwidacji WSI – wówczas był to jedyny taki akt w Platformie. Tomasz Nałęcz nie krył oburzenia, oskarżając Kaczyńskiego o stosowanie „ohydnych insynuacji". Problem w tym, że Kaczyński nie skłamał. Komorowski po likwidacji WSI i publikacji raportu o wojskowej bezpiece określił te działania jako „hańbiące", krzywdzące tę służbę. Mało tego, niejasne są do dzisiaj jego powiązania z oficerami WSI, którzy wrobili dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego w aferę korupcyjną. To Komorowski stał za karierą w NATO gen. Bolesława Izydorczyka, który miał w 1992 r. spotkać się z rezydentem służb rosyjskich w Zakopanem. Czy to mało, aby przynajmniej sformułować pewne znaki zapytania?