To bardzo aktywny internauta. Prowadzi własny blog, wpisuje się też na innych blogach – tych szczególnej proweniencji: Millera czy Szyszkowskiej. Pisze też artykuły do prasy, jeśli za taką można uznać Urbanowe „NIE”. Ten bloger i filozof to wieloletni „zasłużony” esbek, były szef bezpieczeństwa w Olsztynie płk Wiesław Poczmański.

W lutym 2009 r. Wiesław Poczmański gościł na zaproszenie lewicy w Sejmie. Wywiad z Poczmańskim przeprowadziła też… „Rzeczpospolita”. „Gdy chcieliśmy rozpracować środowisko dziennikarskie, szedłem do Małkowskiego [Czesława Małkowskiego, byłego już prezydenta Olsztyna] i pytałem o konkretne osoby” – zwierzał się esbek gazecie. Wtedy, pod koniec lat 80., Małkowski awansował na szefa cenzury w mieście. Jego akta w IPN-ie podają: „W razie wojny przeznaczony na zarządcę cywilnego dla województwa olsztyńskiego”.

Dbałość o kinematografię
Bezpieczeństwa i światowego pokoju Poczmański bronił przez, bagatela, 38 lat. Jak trafił do SB? „Studiowałem prawo na UW. Wylądowałem jako referent w stołecznych pralniach i farbiarniach. I referentowi nagle ktoś zaproponował pracę w kontrwywiadzie” – opowiadał w 2005 r. w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”. „Poczułem się uczestnikiem misji wywiadowczej w Bonn. Był początek lat sześćdziesiątych, o rewizjonizmie zachodnioniemieckim radio trąbiło od rana do wieczora. Znalazłem się w komendzie stołecznej, w drugim wydziale SB. Przez jakiś czas zajmowałem się uciekinierami z Polski na Zachód”. Prócz „opieki” nad wrogim, antysocjalistycznym elementem, któremu nie wiedzieć czemu przyszło do głowy uciekać z Polski, służył „na odcinku handlu zagranicznego”.

W 1968 r. wylądował w Departamencie III MSW, który tropił opozycję, wywrotowych studentów i wszystkich, którzy w oczach bezpieki zagrażali linii partii. Inni niepokorni – Kościół i chłopi, mieli „swój” Departament IV. Poczmański rozpracowywał m.in. lidera KPN-u Leszka Moczulskiego.

W latach 70. Wiesław Poczmański zmienił obiekt zainteresowań. Tym razem „opiekował się” środowiskiem filmowców, ze szczególnym uwzględnieniem Andrzeja Wajdy. Agentów pozyskiwał głównie dzięki szantażowi – ktoś jeździł po pijanemu, ktoś był rozwiązły w małżeństwie. Dbał o to – jak sam mówi – aby w kinematografii nie zrodziły się koncepcje niezgodne z pomysłami PZPR na film polski. Przynajmniej w wypadku Wajdy – co widać po jego koncesjonowanej karierze – poskutkowało.

W 1981 r. Poczmańskiego wybrano – podobno wbrew kierownictwu resortu – na I sekretarza PZPR w MSW. W 1982 r. został szefem SB w Olsztynie. W 1990 r. nie poddał się weryfikacji i przeszedł na emeryturę.

Ochrona agentów
Większa rzesza Polaków po raz pierwszy mogła zobaczyć Poczmańskiego w czerwcu 2007 r. na zorganizowanej przez IPN wystawie „Twarze olsztyńskiej bezpieki”. Były esbek na skargę poszedł do „Gazety Wyborczej”: „Ta wystawa to ordynarne, chamskie szczucie. Efekt będzie taki, że teraz pewnie ktoś mnie na ulicy rozpozna, podejdzie i da mi w mordę”.

Cytowała go również „Gazeta Olsztyńska”: „Na takie wystawy reaguję z absolutną pogardą. Z pogardą odnoszę się do skurduplałej dyktatury, której rządy mamy teraz w Polsce”.
W imię narodowego pojednania „GO” przeprowadziła nawet wywiad z esbekiem. Poczmański mówił oczywiście, że niczego się nie wstydzi. Że w pracy kierował się zasadami, a dzisiejsza Polska i jej służby (IPN) są mniej etyczne od PRL‑u i SB. „Moja działalność przypadła na bardzo trudne lata 80. To, co wyprawiała »Solidarność«, było straszne”
. Takie same rewelacje równie bezkarnie powtarza do dziś główny przełożony Poczmańskiego – towarzysz Wojciech Jaruzelski, doradca obecnego prezydenta RP.

I teraz prawdziwa bomba. Poczmański bez przymusu, szczerze wyznał, że... niszczył akta. Dlaczego to robił? Aby chronić swoich agentów „od skrajnie tendencyjnych i nieuprawnionych sądów”. Artykuł w „Gazecie Olsztyńskiej” nie pozostał jednak bez echa. Zawiadomienie o „popełnieniu zbrodni komunistycznej polegającej na niszczeniu dokumentów...” złożył do IPN‑u przeciwko Poczmańskiemu prokurator Stefan Śnieżko. Dołączył wypis z materiałów ewidencyjnych dotyczących własnej osoby, potwierdzający duże luki w dokumentach. Bezkarny, pewny siebie Poczmański od razu zareagował: „Spodziewałem się czegoś takiego. Ci ludzie żyją tylko rozliczeniami, a ja lubię się z nimi pobawić”.

Wystawa „Twarze olsztyńskiej bezpieki” z wizerunkiem Poczmańskiego stała się podstawą książki o tym samym tytule. Esbek znów nie mógł puścić tego płazem. Na jednej z lewackich stron można było przeczytać jego oświadczenie: „[Książka] stanowi jedyny w swoim rodzaju przejaw warsztatowego cofnięcia się autorów – ludzi z tytułami naukowymi – o całą epokę, tzn. do czasów, które z taką zaciekłością potępiają. Mam na myśli zideologizowany bełkot, tak charakterystyczny dla większości politycznych tekstów, głównie z lat 50. ub. stulecia, który jednak stopniowo zanikał w kolejnych dekadach istnienia PRL‑u, by bujnie się odrodzić w pierwszym dziesięcioleciu XXI w., w tzw. IV RP w szczególności”.

Palenie akt bezkarne
Podobnie otwarty był płk Poczmański w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” pod znamiennym tytułem „Łapałem ptaszki do statystyki”. Na pytania dziennikarza, czy jego agenci mogą czuć się zagrożeni, znowu błysnął bezkarną szczerością: „Mogą spać spokojnie. Na początku 1990 r. akta ze swojej szafy pancernej wyniosłem do kotłowni komendy wojewódzkiej milicji i spaliłem w piecu”. Kolejne pytanie: „Sporo tego było?”. Odpowiedź: „Nieduży stosik”. Poczmański jeszcze bardziej otworzył się w kwestii palenia akt SB, stwierdzając bez ogródek: „Wyczyszczono wszystko, łącznie z dokumentacją finansową”. Czy pion śledczy IPN‑u zbadał już sprawę palenia akt przez płk. SB Wiesława Poczmańskiego?

Blog Poczmańskiego cieszy się dużym zainteresowaniem. Budzi też „kontrowersje”. Na jednej ze stron internetowych można znaleźć wpis kwestionujący m.in. to, że Poczmański jest nazywany „ostatnim olsztyńskim esbekiem”: „Żyje ich jeszcze wielu, choćby ja, dowodem jest ten komentarz”. I dalej: „Czy pisanie blogów, czy jakichkolwiek innych tekstów dla esbeków jest zabronione? Nie tylko nie jest zabronione, ale bardzo ważne, gdyż jest to okazja do pisania prawdy o tamtych czasach, o tych podobno tak strasznych ludziach. Niestety, nasze wypowiedzi w większości giną w gąszczu kłamstw rozpowszechnianych przez pseudohistoryków IPN‑u, niespełnionych opozycjonistów, którzy nie załapali się na żadne »fuchy« czy innych małych nie tylko wzrostem”.

Jak widać, kolejny olsztyński esbek ma własny blog. Czy funkcjonariusz ten również był tak zasłużony, jak płk Wiesław Poczmański? Szantażował, niszczył ludziom życie? Czy u progu wolnej Polski też palił akta, a dziś ma czelność wychwalać PRL-owską dyktaturę i jej morderstwa? Bo podobno szerzenie komunistycznej ideologii – tak jak nazistowskiej – jest w Polsce zakazane, a łamanie tego zakazu ścigane z mocy prawa demokratycznego państwa?
 
Autor jest publicystą, szefem działu Opinie „Super Expressu” oraz autorem książek o nierozliczonych zbrodniach komunistycznych: „Bestie”, „Bestie 2” i „Oprawcy. Zbrodnie bez kary”.