Podjęcie interwencji w Syrii jest niezwykle trudną decyzją. Asad to psychopata i morderca, który bronią chemiczną uśmierca własny naród. Problem w tym, że o demokracji w Syrii nie ma co marzyć. Wśród przeciwników Asada są nie tylko islamiści, ale też radykalne bandy marzące m.in. o wymordowaniu resztek tamtejszych chrześcijan.

Zachód ma więc obowiązek nie tylko pozbyć się Asada, ale również zapewnić przetrwanie w Syrii mniejszościom narodowym i etnicznym. To bardzo trudne, ale nie niemożliwe.Dla nas, z punktu widzenia geopolitycznego, Asad jest aliantem Putina, który wspiera jego działania skierowane przeciwko głównemu sojusznikowi  Polski –  USA. Stany Zjednoczone, choć w ostatnich latach rozluźniły sojusz z Polską, pozostają naszym jedynym realnym sojusznikiem. Wobec słabości naszej armii są gwarancją bezpieczeństwa Polski. I właśnie ten kierunek powinniśmy umacniać. W zamian za polityczne wsparcie amerykańskiej akcji mamy prawo domagać się zwiększenia zaangażowania USA w Polsce. Możemy się obrażać na prezydenta Stanów Zjednoczonych, bo jest wiarołomny i po prostu bardzo słaby, nie mamy jednak lepszego sojusznika niż USA. W dodatku obecne kłopoty Waszyngtonu wynikają z politycznej agresji, jaką prowadzi Kreml. W tej sytuacji trudno wahać się co do wyboru. USA muszą widzieć, że jeżeli zrezygnują z naiwnej polityki resetu, będą miały w Polsce i części otaczających nas krajów wsparcie. Takie koalicje potrafił budować Lech Kaczyński.
 
Sądzę, że wojna w Syrii będzie miała długofalowe skutki geopolityczne. Jej bezpośrednim beneficjentem staje się Moskwa, która wikła Zachód w poważne starcie i zyskuje na handlu bronią i zwyżkach cen paliw oraz odgrodzeniu części świata od Zachodu. Jednocześnie Putin tego starcia wygrać nie może. Jeżeli USA podejmą walkę polityczną, muszą się skierować do naszej części Europy. Zachowanie rządu Donalda Tuska utrudnia im podjęcie takiej decyzji. Uprawdopodabnia natomiast to, że Stany Zjednoczone poświęcą Polskę na rzecz wątpliwych zysków na Bliskim Wschodzie. To postawa wygodna dla Berlina i Moskwy.