Demokrację mamy dziś taką jak autostrady - gdzieś tam są gotowe już odcinki, prawie że można przejechać Polskę z góry na dół, a do połowy wszerz, ale nikomu nie smakują jajeczka częściowo nieświeże. Mnie, przeczołganej przez PRL (lekko bo lekko, inni mieli gorzej), zdecydowanie nie odpowiada, kiedy władza zajmuje się straszeniem mnie czy kogokolwiek innego. Dlatego bardzo nie podobają mi się słowa premiera Tuska o „nawet bardzo brutalnych środkach” czy zapowiedź ministra spraw wewnętrznych Sienkiewicza o tym, że „nie ma znaczenia, kto zaczął” i że „przyjdziemy po was”. To wróżba bezkarności policji, stosowania odpowiedzialności zbiorowej, zapowiedź stanu, w którym każdy może się spodziewać różnych represji w dowolnym momencie. Wszystkie te patologie powoli rozpełzają się w naszym życiu, oznaczają hodowanie bydlaków w mundurach policyjnych, karcenie za właściwe postępowanie oraz zagrożenie zdrowia i życia młodych ludzi. Tak jest - twojego syna, męża, brata. Minister Sienkiewicz w PRL-u był w opozycji, Tusk podobno też, ale mentalność mają, jakby pracowali w milicji. Michniku, a ty nie boisz się teraz, że jak rano usłyszysz dzwonek do drzwi, to nie będzie to mleczarz?