Po 2005 r. przypuszczałem, że SLD zostanie partią z 10-procentowym poparciem, o tendencji spadającej. Partia nie była wyrazista w żadnym wymiarze ważnym dla lewicy. Znaleźli się mocniejsi w forsowaniu antyklerykalizmu i postępowej rewolucji. W kwestiach socjalnych natomiast wystarczyło spojrzeć na polityków SLD – jeżdżących jaguarami – by zauważyć, że była to lewica kawiorowa. Wydawało się, że poparcie mogą uzyskać tylko od tych, którym pozostał sentyment do PRL-u, a siłą rzeczy ta grupa musi pokoleniowo się zmniejszać. Ku mojemu zaskoczeniu w ostatnich miesiącach widać zwiększenie poparcia dla SLD. Tłumaczę to kryzysem innych formacji lewicowych z PO – de facto lewicą – na czele, od których Sojusz przejmuje poparcie. Sądzę, że SLD może odegrać ważną rolę jako koło ratunkowe dla tonącego systemu III RP.