Kibice, oczywiście polscy, bo zagraniczni są prawdziwymi aniołami, pobili się z meksykańskimi sołdatami, przepraszam, marynarzami, którzy przebywają z jakiegoś powodu nad Bałtykiem. I zrobiła się z tego afera międzynarodowa. Mało brakowało, a chłopaki z Ruchu Chorzów wywołałyby trzecią wojnę światową.

Jak było źle, świadczy wystąpienie ministra spraw wewnętrznych III RP Bartłomieja Sienkiewicza i pozaprzeszłego prezydenta Lecha Wałęsy. Ten pierwszy zagroził „socjalizacją” tej „bandyterki”, a ten drugi strzelaniem do kiboli, jeśli zajdzie taka potrzeba. Nie trzeba było długo czekać na reakcję Republiki Meksyku, a dokładnie Meksykańskich Stanów Zjednoczonych. W reakcji na bijatykę na gdyńskiej plaży tamtejsze MSZ potępiło „atak na marynarzy” i zażądało wyjaśnień.

Rząd w Meksyku nie jest specjalnie zainteresowany wyjaśnieniem przyczyn bijatyki, bo bijatyki w tym pięknym kraju to normalka, ale skoro Polska nalega, przedstawiając w złym świetle swoich obywateli, no to lu. Nic tak nie wzmacnia przyjaźni między narodami jak harmonijne stosunki między ich władzami. Poza tym, co należy wnosić z ostrej reakcji władz Meksyku, policzkowanie kobiet jest w tym kraju narodową tradycją, elementem stylu życia i dlatego jakiś kibic z Ruchu Chorzów nie ma prawa występować w obronie zaatakowanej dziewczyny. Wręcz przeciwnie, w ramach gościnności, z której nasz kraj wszak słynie, powinien jej jeszcze dołożyć. Jak jakaś dziewucha śmie odmawiać dzielnemu wojakowi z Meksyku! W jednym z tabloidów zadano z tej okazji czytelnikom pytanie: czy Polacy są gościnni? I wyszło, że pół na pół. Straszne.

Gościnność to duma narodowa krajów zakompleksionych, prowincjonalnych. Za komuny na każdym kroku media podkreślały naszą gościnność, a szczytem radości był ślub jakiegoś Amerykanina z piękną Polką. Jaki łaskawy, choć Amerykanin. Ten Meksykanin, co to spoliczkował Polkę, też łaskawy, wszak pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, wprawdzie meksykańskich, ale zawsze. No i graniczących ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej, dzieląc się z nimi swoimi gangsterami i handlarzami narkotyków, i to obficie. Zmagając się u siebie z wojnami gangów, pochłaniającymi tysiące ofiar śmiertelnych, w tym kobiet i dzieci.

To, co wydarzyło się na plaży w Gdyni, to była bijatyka między chłopakami z dwóch krajów z użyciem przez gości ostrych narzędzi. Dla rządzącej w Polsce sitwy wydarzenie to stało się kolejną okazją do odsądzania kibiców piłkarskich od czci i wiary. I to wszystko dlatego, że kibice nie kochają Donalda Tuska i, co gorsza, są patriotami, a na dodatek chodzą na pielgrzymki i manifestacje. Czas z tym skończyć, panie Sienkiewicz. Pozamykać stadiony, wypędzić niepoprawnych politycznie „kiboli” za granicę bez prawa powrotu, a na boiskach urządzić obozy szkoleniowe dla młodzieży, na których „Bolek” będzie uczył posłuszeństwa wobec władzy. Z bronią w ręku. I będzie po kibicach, i po piłce nożnej. Pozostaną orliki, na których Donald Tusk będzie kopał Gowina, ze Schetyną na bramce.