Od rekolekcji na Stadionie Narodowym nie ustają dyskusje na temat posługi o. Johna Bashobory. Lewicowe media ogarnął wręcz paniczny lęk. Publikują teksty, w których kapłan z Ugandy przedstawiany jest jako szaman i czarownik. Tak naprawdę jednak to nie o. Bashobory boją się medialne cyngle III RP. Strach budzi w nich widok tysięcy zatopionych w modlitwie ludzi.

Kiedy w 2008 r. po raz pierwszy organizowałem w Warszawie rekolekcje z o. Johnem, udział w nich wzięły 4 tys. osób. W kolejnych trzech miastach zebrało się łącznie 25 tys. osób chcących modlić się wraz z o. Bashoborą. Już wtedy w prasie pojawiały się artykuły, które miały na celu wyszydzenie charyzmatycznej modlitwy. Nie odniosły one jednak większego skutku. Następne lata to kilkadziesiąt spotkań, rekolekcji i konferencji z udziałem o. Johna Bashobory. Wiele wspólnot i stowarzyszeń zapraszało tego pokornego kapłana do swoich parafii na terenie całej Polski. Coraz więcej osób chciało przeżyć rekolekcje z modlitwą o uzdrowienie. Gdy okazało się, że kolejne spotkanie ma się odbyć na Stadionie Narodowym, ruszyła lawina krytyki na łamach większości mediów – jeśli można nazwać krytyką rasistowskie komentarze i sugerowanie oszustwa. To była furia, demoniczna manifestacja, histeria, która ukazała potężny lęk przed duchownym z Afryki. Pod płaszczykiem racjonalizmu próbowano powstrzymać rozwój „tego zjawiska” przy użyciu ordynarnych w swojej propagandzie materiałów prasowych i telewizyjnych.

A jeśli to wszystko prawda?
Żaden z autorów plujących na o. Johna i dziesiątki tysięcy ludzi, którzy wspólnie z nim się modlą, nie zadał sobie jednak podstawowego pytania: A jeśli to wszystko prawda? Co, jeśli fenomen, z którym można mieć do czynienia podczas modlitw z o. Bashoborą, jest po prostu działaniem Ducha Świętego? Autorzy atakujący afrykańskiego księdza nie wzięli takiej możliwości pod uwagę. Żaden z nich nigdy też go nie spotkał, nie rozmawiał z nim ani nie poleciał do Ugandy, aby zobaczyć, czym kapłan ten się zajmuje. Tymczasem wiele osób ze środowisk, które organizowały rekolekcje z o. Johnem, było w Ugandzie i na własne oczy zobaczyło, jak wygląda praca charyzmatycznego księdza i ile dobra przynosi. Powstał nawet film dokumentalny, w którym ukazane są życie i posługa o. Johna w Afryce. To wszystko jednak nie interesuje autorów „Gazety Wyborczej”, „Tygodnika Powszechnego” i innych tytułów, które, delikatnie mówiąc, nie zachęcały do udziału w rekolekcjach. Nie interesują ich także dowody na uzdrowienia podczas rekolekcji, żadne z tych mediów nie opublikowały nawet jednego świadectwa nawrócenia, przemiany ludzkiego życia po wspólnej modlitwie z o. Bashoborą.

Tę lukę wypełnia film dołączony do dzisiejszego tygodnika „Gazeta Polska”. Z kilkuset świadectw, które otrzymaliśmy od uczestników rekolekcji, wybraliśmy te najlepiej udokumentowane, poparte dokumentacją medyczną i jednoznacznymi oświadczeniami lekarzy. Zresztą jedną z pierwszych osób, które nadesłały do nas dokumenty potwierdzające uzdrowienie, był lekarz. Nie umiał w sposób medyczny wytłumaczyć swojego wyzdrowienia. Opisał całą historię swojej choroby i dołączył dokumenty. Postanowiliśmy takie świadectwa pokazać w filmie „O. John Bashobora w Polsce!”, który od dziś jest dołączony do „Gazety Polskiej”.

Zaklinanie rzeczywistości
Skoro ktoś chce się modlić, bo to przynosi mu radość, jeśli setki osób twierdzą, że przeżyły na rekolekcjach coś wyjątkowego, jeśli tysiące ludzi przemierzają wiele kilometrów tylko po to, by wziąć udział w spotkaniu z o. Bashoborą i wszyscy robią to z własnej nieprzymuszonej woli, to co komu do tego? Jak widać, lewicowe media roszczą sobie prawo do ustalania, gdzie i kiedy ludzie powinni się modlić oraz co nam przyniesie radość. Pozwalają sobie obrażać inteligencję uczestników rekolekcji, sugerując, że dali się – w swojej naiwności – wykorzystać i oszukać. Nie rozumieją fenomenu o. Bashobory i wydają się oburzeni tym, że pokorny ksiądz z Ugandy zebrał na stadionie o 20 tys. osób więcej niż wielbiona przez cały świat, niekwestionowana gwiazda muzyki pop – Madonna. Dlatego wciąż zaklinają rzeczywistość, pisząc o masowej hipnozie podczas spotkań z o. Bashoborą, o egzaltacji i płytkiej wierze, która ma być oparta tylko na emocjach.

Walka na śmierć i życie
Pozostaje więc pytanie, skąd tyle jadu, nienawiści i dlaczego wciąż podejmowane są próby układania Polakom ich życia religijnego? Tak naprawdę nie o kapłana z Ugandy tu chodzi, nie o uzdrowienia czy ich brak, nie chodzi też o stadion czy Kościół. Tym, co naprawdę przeraża media negujące sens spotkań z o. Bashoborą, jest wspólnota ludzi, którzy na nowo zbierają się wokół znanej od wieków idei – wokół Ewangelii.

Ci, którzy chcą nami rządzić, boją się Słowa Bożego, które z mocą wkracza do polskiej rzeczywistości. Boją się, widząc, że Biblia przestaje być tylko książką, a staje się instrukcją obsługi życia. Niebezpieczny Bashobora przekazuje reakcyjne treści ewangeliczne, które zagrażają porządkowi III RP i mogą powstrzymać pędzącą nowoczesność z jej laickimi ideałami. O. John nie boi się walczyć o krzyże, których zakazują w miejscach publicznych postępowe, europejskie rządy. Walczy przeciw dostępności aborcji i z wszechobecną znieczulicą. Nawołuje do aktywności duchowej, a to przekłada się na nasze decyzje, wybory, styl życia i odważne budowanie społeczeństwa w sposób zgodny z naszymi przekonaniami religijnymi. Dziesiątki tysięcy ludzi uczą się, dzięki o. Johnowi, jak stosować Ewangelię w swoim życiu codziennym, w praktyce, a nie traktując Słowo jako czystą teorię. Uczą się tego mimo swojej słabości, grzeszności, a czasami dramatycznych okoliczności życiowych. Ewangeliczni praktycy to ogromne zagrożenie dla cywilizacji śmierci, małżeństw homoseksualnych, ideologii gender i całego inwentarza nowoczesności. W latach 80. w Polsce tłumy zbierały się w kościołach, aby modlić się o wolność. Teraz tłumy zbierają się, aby modlić się o mądre korzystanie z wolności. Tak jak wtedy, tak i teraz nikt Polaków w modlitwie nie powstrzyma.