W Egipcie trwają prześladowania chrześcijan. Jednak Zachód jak zwykle zajęty jest bardziej troską o ograniczanie islamofobii niż o to, by zaprzestano zabijania wyznawców Chrystusa i niszczenia ich miejsc kultu.

Kilkadziesiąt świątyń (nie tylko koptyjskich, także katolickich i protestanckich) i kilkaset sklepów czy domów chrześcijańskich spłonęło w ostatnich dniach w Egipcie. Islamiści biorą w ten sposób odwet za poparcie, jakiego zdecydowana większość chrześcijan udzieliła egipskim wojskowym.

Co gorsza, ci ostatni wcale nie zamierzają bronić wyznawców Chrystusa. To także muzułmanie i choć zlaicyzowani, nie chcą mieć w swoim kraju Koptów. Mubarak, który dziś uchodzi za wzór opieki nad egipskimi chrześcijanami, też ich specjalnie nie chronił. Nawet za jego prezydentury Kopt nie mógł pracować w armii ani większości urzędów. To za rządów Mubaraka dochodziło do porywania przez muzułmanów żon koptyjskich księży – nikt temu procederowi specjalnie nie przeszkadzał.

Globalna wojna

Nie tylko Egipt jest państwem, w którym chrześcijanie nie mogą się czuć bezpiecznie. W Arabii Saudyjskiej zakazane jest wspólne czytanie Pisma Świętego czy noszenie krzyżyka na szyi. W Iraku chrześcijan pozbawia domów i kościołów, a nawet morduje. W Syrii zaczęto porywać chrześcijańskich kapłanów.

Świat zaś milczy, skupiony na analizowaniu, czy w danym kraju armia jest wystarczająco demokratyczna, czy nienaruszone zostaną standardy liberalizmu i wreszcie czy przypadkiem w medialnych relacjach nie pojawiają się zbyt mocne akcenty islamofobiczne. Obojętność ta jest na tyle szokująca, że aż trudno nie zadać pytania, skąd się bierze.

Powodów jest przynajmniej kilka. Najbardziej podstawowym jest to, że Zachód stracił świadomość, iż żyje w świecie globalnej wojny, i nie widzi już, że spór między islamem a Zachodem nie jest skoncentrowany na liberalizmie czy demokracji, lecz na chrześcijaństwie. Tym, co różni Zachód i kraje muzułmańskie, nie jest stosunek do liberalnej demokracji, ale... stosunek do godności człowieka, która wedle chrześcijan opiera się na obrazie i podobieństwie Bożym, a wedle muzułmanów na niewolniczym poddaniu Allahowi. Kolejna fundamentalną różnicą jest ostre oddzielenie władzy duchowej i świeckiej w chrześcijaństwie, którego próżno szukać w islamie.

Cywilizacyjna przepaść

Muzułmanie mają świadomość przepaści między ich wiarą a chrześcijaństwem. Wiedzą też, że niezależnie od wspólnoty języka czy kultury ich chrześcijańscy współobywatele prezentują inną cywilizację. A skoro tak, to w ich odczuciu stanowią dla nich zagrożenie i trzeba ich zniszczyć.

Ludzie Zachodu, niestety często także chrześcijanie, zatracili świadomość zarówno cywilizacyjnej bliskości ze swoimi braćmi w wierze na Bliskim Wschodzie, jak i różnicy między nimi a cywilizacją islamską. Dlatego nie widzą już w chrześcijanach Bliskiego Wschodu swoich sojuszników. Dla Zachodu są oni tylko dodatkowym problemem, który jakoś trzeba rozwiązać. Problemem, na który spoglądają przy tym z perspektywy silnego poczucia winy za kolonializm. Owa wina ma dziś usprawiedliwiać Europę, która konsekwentnie toleruje kolejne przypadki ewidentnego łamania praw człowieka w krajach arabskich.

Włączmy się w tę walkę

Koptowie, chrześcijanie Kościoła syriackiego czy maronici nie mają też takiego PR jak muzułmanie. Zachód nie musi się obawiać, że jeśli zlekceważy ich los, to nagle w powietrze może wylecieć jakiś pociąg czy wieżowiec. W efekcie tej obojętności cierpienia chrześcijan są lekceważone, a oni sami zmuszeni albo do opuszczenia własnego kraju (tylko w ciągu ubiegłego roku ponad 100 tys. Koptów opuściło Egipt), albo do życia w nieustannym zagrożeniu. Za jakiś czas chrześcijan na Bliskim Wschodzie nie będzie w ogóle.

Wbrew pozorom nie będzie to oznaczało, że my, ludzie Zachodu, będziemy mogli spać spokojnie. Wojna z chrześcijaństwem oznacza dla islamu wojnę z Zachodem. Ta walka jest wpisana w tę niezwykle dynamiczną religię. Jeśli więc chcemy zachować bezpieczeństwo, włączmy się w nią już teraz, wspierając chrześcijan Bliskiego Wschodu i nie pozwalając ich niszczyć. Tylko taka polityka może nas zabezpieczyć na przyszłość.