Od ponad miesiąca nie wiadomo, co się stało z ks. Władysławem Łazarem, proboszczem parafii rzymskokatolickiej w Borysowie na Białorusi. Duchowny został zatrzymany przez białoruską tajną policję polityczną, która do dziś nosi znamienną nazwę KGB. Równocześnie ukazał się komunikat prezydenta Łukaszenki, informujący o tym, że schwytano szpiega obcego wywiadu, który poprzez Kościół katolicki przekazywał „szkodliwe informacje” na Zachód. Komunikat nie podaje jednak personaliów. Czy chodzi o ks. Łazara? Także nie wiadomo, bo na temat powodów jego zatrzymania władze państwowe milczą. Nie powinna jednak milczeć opinia publiczna, bo przecież nie od dziś białoruski przywódca, zwalczając opozycję i wszelkich swoich krytyków, łamie podstawowe normy państwa prawa, standardy sądownicze. Poza tym nie są aż tak odległe czasy, kiedy to z niepokornych duchownych, broniących praw ludzi wierzących lub walczących o sprawiedliwość społeczną próbowano zrobić nie tylko agentów Watykanu, ale i Niemiec, USA czy nawet egzotycznej Japonii. O ks. Łazara trzeba więc głośno się upominać, także w Polsce.