W Sejmie jest większość do przegłosowania ustawy znoszącej finansowanie partii politycznych z budżetu państwa. Oprócz PO – jak słychać deklaracje – są to Solidarna Polska i Ruch Palikota.

Publikacja „Gazety Wyborczej” i następująca po niej „Newsweeka”, choć mocno kosztowne wizerunkowo dla PO, były więc medialnym przygotowaniem do wprowadzenia takiej ustawy. Premier jak dotąd w tej sprawie był hipokrytą – publicznie deklarował, że opowiada się za likwidacją subwencji, ale projekt ustawy trafił pod obrady wtedy, gdy było wiadomo, że nie ma on większości w Sejmie. Zresztą to, jak skwapliwie PO z subwencji korzystała, widać po rachunkach na wino czy nocne kluby. Powyższe wydatki mogą chyba być podstawą do odebrania kolejnej subwencji PO – trudno je wytłumaczyć statutową działalnością i PKW powinna z pewnością tym wydatkom się przyjrzeć. PO może więc nie dostać pieniędzy w przyszłym roku, ale chodzi jej przede wszystkim o to, by odebrać środki na działanie opozycji. Sama PO, partia, która jest przedstawicielem interesów postkomunistycznego establishmentu, nie musi w III RP martwić się o pieniądze.