To bolesna nauczka. Obrońca krzyża okazał się koleżką Palikota. W czasie którejś z kampanii prezydenckich licealiści zapytali mnie: konkuruje 13 kandydatów, jak wybrać? Czym się kierować? Jeden był rzutki biznesowo, dorobił się na wkładkach do butów. Inny przyjechał z antypodów i przywiózł nam zbawienie. Trzeci sprawnie czarował rękami. Czwarty był radnym w Pcimiu Dolnym. Kolejni to Wałęsa, Olszewski, Kwaśniewski, Gronkiewicz, Pawlak, Kuroń. Co powiedzieć młodym ludziom, nie biorąc niczyjej strony, nie sugerując wyboru? Spójrzcie, kim byli, powiedziałam im po namyśle, co robili dotychczas, z kim się przyjaźnią, kim są dziś, kogo nie zawiedli. Co dla nich ważne, co lekceważą. I kto z nich będzie najlepiej reprezentował Polskę i wasze interesy. Przypomniała mi się ta rozmowa, gdy wydało się to z Andrzejkiem. Kto go znał? Nikt. Czym gwarantował uczciwość? Gadał, stał, pomagał, ujął nasze serca. Ale tak naprawdę nie gwarantował niczego. Ależ musiał się śmiać z kumplami, kiedy schodził z roboty.