Rzeczywistość zadaje kłam sceptykom, którzy twierdzą, że relacje polsko-niemieckie są tak asymetryczne, że zaczynają nabierać charakteru relacji dominacji i podległości, że dialog jest pozorny i reglamentowany, służąc głównie stronie niemieckiej.
 
Krytycy naszych relacji z zachodnim sąsiadem twierdzą, że strona niemiecka narzuca swoje tematy i priorytety, wyznacza polskich partnerów do dyskusji i realizuje swoje interesy, bardzo często sprzeczne z polskimi. O tym, że tak nie jest, dobitnie świadczy ostatni przykład. Otóż niemiecka telewizja publiczna ZDF pod wpływem krytyki płynącej z Polski, protestu polskiej ambasady w Berlinie oraz odważnego listu prezesa Jerzego Brauna do Ruprechta Polenza, szefa rady ZDF, posła do Bundestagu, byłego sekretarza generalnego CDU i bliskiego współpracownika Angeli Merkel, postanowiła zapoznać swoich widzów z realiami okupacji niemieckiej w Polsce, a także z tym, jak Polacy widzą II wojnę światową i jej konsekwencje. Między innymi w ZDF zostanie w najlepszym czasie antenowym pokazany polski serial „Czas honoru". Po emisji kolejnych odcinków przewidywane są dyskusje historyków, do których zaproszono znawców Polskiego Państwa Podziemnego i AK. Aby wyjaśnić niemieckiej publiczności sytuację Polski po wojnie, planuje się także emisję „Historii Roja" Jerzego Zalewskiego. Dzięki wsparciu ZDF film ten, skazany na niebyt przez TVP i Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF), zostanie wreszcie dokończony.
 
Nowe otwarcie
 
„To oznaka dojrzałości niemieckiego społeczeństwa" – napisał na łamach „Die Zeit" Kazimierz Wóycicki, dotychczas surowo oceniający niemiecką politykę historyczną wobec Polski i niestroniący od odważnych polemik z historykami i publicystami niemieckimi. „Grupa Kopernik" wydała oświadczenie, wyrażające zadowolenie, że wreszcie Niemcy postanowiły zmierzyć się z tą częścią swojej przeszłości. Podkreślono, że tym razem nie chodzi o niskonakładowe publikacje specjalistyczne, lecz o próbę dotarcia do szerokich kręgów niemieckiego społeczeństwa i wprowadzenie wiedzy o historii Polski w obieg kultury popularnej.
 
Nigdy jeszcze wymiana idei nie była tak żywa i autentyczna. W najbliższym czasie zostanie w Niemczech wydana książka Jarosława Marka Rymkiewicza „Kinderszenen" oraz Jana Polkowskiego „Ślady krwi". Bronisław Wildstein otrzymał Nagrodę Pokojową Księgarzy Niemieckich. W laudacji podkreślano nie tylko jego dorobek literacki, ale i jego zasługi przezwyciężenia komunistycznej przeszłości Polski. W związku z tym wydarzeniem w ARD pokazano odcinek „Errata do biografii" poświęcony Andrzejowi Szczypiorskiemu. Odbyła się też burzliwa dyskusja nad rolą Szczypiorskiego i innych osób uwikłanych we współpracę z komunistycznymi służbami w relacjach polsko-niemieckich. Niemiecka publiczność mogła się także dowiedzieć, że Andrzej Stasiuk nie jest jedynym polskim pisarzem, a głos Adama Krzemińskiego nie jest reprezentatywny dla całej polskiej opinii publicznej.
 
Wreszcie powstanie także pomnik polskich ofiar III Rzeszy w Berlinie. Rząd niemiecki rozważa – po tym jak podniósł renty ofiarom Holokaustu – wypłacenie zadośćuczynienia rodzinom polskich ofiar akcji pacyfikacyjnych oraz rodzinom ofiar robotników przymusowych straconych w Niemczech z powodu tzw. Sittendelikten. Zamierza także wziąć udział w odbudowie pałacu Saskiego w Warszawie.
 
Hołd dla Polaków
 
Wkrótce ukażą się książki „Lech Wałęsa i SB" Piotra Gontarczyka i Sławomira Cenckiewicza oraz „Anna Solidarność" tego ostatniego. Wreszcie historycy niemieccy zaczynają szerzej uwzględniać dorobek polskiej historiografii ostatnich dekad, nie ograniczając się jedynie do dzieł tych autorów, których kiedyś uznawano za jedynie słusznych. Nawet uprzedzenia wobec polskiego katolicyzmu osłabły w ostatnich latach. Gazeta „Die Welt" zamieściła rzeczowy reportaż na temat Radia Maryja, a ojciec Rydzyk odwiedził parafię, w której pracował w Niemczech. Inaczej opisuje się wkład Polaków, szczególnie tych z Zagłębia Ruhry, w uprzemysłowienie Niemiec. Film opisujący historię polskiej rodziny w Bochum od końca XIX w. do czasów współczesnych wywołał wielkie poruszenie. Dzisiaj, gdy politycy niemieccy mówią o tym, że w roku 1945 alianci przynieśli Niemcom wyzwolenie, nie zapominają wspomnieć o armii Andersa i wkładzie Polaków w pokonanie Hitlera. A 1 września (kiedyś datę tę w Niemczech systematycznie przemilczano) odbywają się uroczystości polsko-niemieckie. W czasie ostatnich z nich kanclerz Merkel, mówiąc o agresji Niemiec na Polskę w 1939 r. i zbrodniach niemieckich w Polsce podkreśliła, że „Unrecht bleibt Unrecht" i taktownie, lecz stanowczo przypomniała, że decyzje o wysiedleniu Niemców miały charakter międzynarodowy. Cytując Karla Jaspersa, poruszyła także niemiecki „problem winy".
 
O tym, jak bardzo zmieniła się w ostatnich latach polityka Niemiec wobec Polski świadczy to, że w czasie tegorocznej konferencji bezpieczeństwa w Monachium wystąpili także przedstawiciele opozycji Anna Fotyga, Witold Waszczykowski i Krzysztof Szczerski. W prasie niemieckiej, szczególnie w FAZ, szczegółowo i rzeczowo opisuje się sytuację polityczną w Polsce, w tym także zaniedbania w śledztwie smoleńskim. W Warszawie odbędzie się wkrótce spotkanie klubu parlamentarnego PiS-u z przedstawicielami frakcji CDU w Bundestagu.
 
Happy end?
 
Niestety to fikcja. Jest, jak wiemy, zupełnie inaczej. To TVP, mimo niedawnego protestu pana prezesa Brauna, wyemituje film, który zniesławia AK. Widać Juliusz Braun przestraszył się własnej odwagi – albo został przywołany do porządku. A przecież każdy, kto czuje taką potrzebę, może ów film bez przeszkód obejrzeć. Jest on do kupienia – choćby w Amazon.com. Każdy może sam zdecydować, czy swoimi pieniędzmi chce wspierać tego rodzaju produkcje. Prezes Braun funduje nam jednak ten pokaz za pieniądze publiczne, których nie ma na polskie produkcje, jak choćby na wspomnianego wyżej „Roja".
 
W dodatku w najbliższym czasie zostanie pokazany w TVP również serial rosyjski o zwykłych, sympatycznych młodych ludziach, których młodzieńczy idealizm i duch epoki sprawił, że zostali uwikłani w stalinizm. Dwóch z nich zostało funkcjonariuszami NKWD. Film pokazuje ich skomplikowane losy wojenne – które jednego z nich wiodą do Katynia, gdzie bierze udział w rozstrzeliwaniu polskich oficerów – oraz działalność na terenie wyzwolonej Polski w pierwszych latach powojennych. Pokazując stalinowskie represje, film nie przemilcza arogancji i nacjonalizmu polskich oficerów, typowych przedstawicieli „pańskiej Polski", i ujawnia odrażający antysemityzm podziemia powojennego, którego ofiarą pada jeden z bohaterów filmu. Po emisji ma się odbyć dyskusja o obecnym zagrożeniu faszyzmem w Polsce z udziałem redaktorów „Gazety Wyborczej" i „Polityki", a także publicystów i historyków rosyjskich i niemieckich.
 
To na szczęście również fikcja, ale obawiam się, jeśli dłużej pozostawimy Juliusza Brauna na stanowisku prezesa TVP, a Donalda Tuska na stanowisku premiera rządu RP, ta druga fikcja stanie się rzeczywistością szybciej niż myślimy.