Jak w dobie pandemii koronawirusa radzi sobie ludność w miejscach, gdzie dostęp do wody jest ograniczony?

Jest dla nas oczywiste, że woda i środki czystości są pierwszą linią obrony przed koronawirusem, natomiast dość szokujące jest, że na świecie ponad 3 mld ludzi nie ma do nich dostępu. Oznacza to, że człowiek nie ma nie tylko mydła, lecz także czystej, bezpiecznej wody w obrębie posesji, na której mieszka. Od ponad roku nieustannie się napominamy, że trzeba myć ręce, ale dla prawie połowy populacji globu jest to dość abstrakcyjna rada. Problem z wodą widać coraz wyraźniej także u nas, przecież półtora roku temu zabrakło jej w kranach w Skierniewicach. Była wtedy susza, jednak w naszej części świata dzięki rozwiniętej infrastrukturze jesteśmy w stanie sobie z ewentualnymi niedoborami radzić.

Natomiast jak popatrzymy chociażby na mapę Afryki, to właściwie cały kontynent zmaga się z katastrofalnym niedoborem wody. Przy czym nie zawsze jej w środowisku brakuje. W wielu krajach afrykańskich zasoby wodne są zbliżone do polskich, ale państwa te są zbyt biedne, żeby wodę pozyskać. Brakuje studni i stacji uzdatniania wody, o wodociągach nie wspominając. To jest klimat tropikalny i wody powierzchniowe wprost roją się od chorobotwórczych patogenów, więc nie jest to woda zdatna do spożycia. Z kolei, żeby dostać się do wody pod ziemią, trzeba budować studnie, które nierzadko mają blisko 100 metrów głębokości, więc koszty są ogromne. W takiej sytuacji zdesperowani ludzie piją oczywiście wodę taką, jaka jest dostępna. Prawie zawsze kontakt z taką wodą kończy się chorobami. Dość powiedzieć, że tylko na jeden rodzaj biegunki spowodowanej skażoną wodą rocznie na całym świecie umiera 1,5 mln osób.

Jakie są zagrożenia dla kobiet i dziewcząt, które chodzą często wiele kilometrów po wodę?

To jest bardzo ważne pytanie, bo w wielu krajach przynoszenie wody do domu to tradycyjnie zadanie kobiet. Niestety, studni zawsze jest za mało, więc wiele kobiet musi wyprawiać się po nią daleko, pokonując przy tym wiele kilometrów. Czasami takie wędrówki potrafią zabrać większą część dnia. Bywają też niebezpieczne, bo drogi prowadzą przez pustkowia, busz, sawannę. Kobiety są wtedy narażone na napady, zranienia, bardzo często gwałty. Konsekwencji jest dużo więcej, bo wielogodzinne marsze z ciężkimi kanistrami pozbawiają kobiety szansy na zajęcie się pracą zarobkową czy poświęcenie czasu rodzinie. Z kolei dziewczynki nie chodzą do szkoły, często bezpowrotnie tracąc szansę na naukę i lepszą przyszłość.  

Czy dochodzi do konfliktów między mieszkańcami różnych wiosek, którzy pobierają wodę z tego samego punktu? Jak takie spory są rozwiązywane?

Konflikty o wodę to temat, który będzie w XXI w. narastał, przede wszystkim przez zmiany klimatu i fizyczny deficyt wody. Oblicza się, że od 1950 r. było blisko 40 dużych konfliktów o wodę, natomiast małych lokalnych sporów jest całe mnóstwo. Wystarczy, że jakiś region jest dotknięty suszą, ludzie uciekają na tereny, gdzie woda jest, ale zwykle są tam też inni ludzie, którzy zaczynają o ten cenny zasób konkurować, żeby przetrwać. Czasami te konflikty są bardzo brutalne, giną ludzie. Organizacje humanitarne oczywiście starają się je łagodzić, np. poprzez dowożenie wody beczkowozami lub budowę nowych ujęć wody.

Na obszarach z ograniczonym dostępem do wody również panuje epidemia koronawirusa. Są to miejsca dotknięte licznymi kryzysami. Czy w natłoku tych tragedii jest jakaś nadzieja? Co takie kryzysy mówią o naszym człowieczeństwie i solidarności?

W pomocy humanitarnej coraz częściej mówimy ostatnio o megakryzysach, kiedy w jednym kraju czy regionie nakłada się na siebie wiele różnych problemów – np. konflikt zbrojny, skutki pandemii koronawirusa, katastrofy naturalne i załamanie gospodarcze. To nie napawa optymizmem, tym bardziej że według prognoz ONZ w tym roku, głównie przez skutki pandemii, o 40 proc. wzrośnie liczba osób wymagających pomocy. Stoimy przed największym wyzwaniem humanitarnym od czasów II wojny światowej. I przed sprawdzianem z naszej solidarności.
W naszym interesie jest też to, żebyśmy mieszkali w bezpiecznym, stabilnym świecie, który – jak pokazuje pandemia – jest połączony. Jeśli zapomnimy np. o krajach Afryki, chociażby w kontekście pandemii, to ten kontynent może stać się rezerwuarem koronawirusa, który wróci na Północ. Prawda jest taka, że nikt nie jest bezpieczny, dopóki wszyscy nie będą bezpieczni. Natomiast ja jestem ostrożnym optymistą, bo widzę, że nasi darczyńcy nie tylko nie zaprzestali przekazywania PAH darowizn, lecz także dołączyło do nas wiele nowych osób i firm. W Polakach jest „kultura dawania”, którą widać zwłaszcza w kryzysach. To budująca postawa.

Wesprzyj PAH i jej działania związane z dostępem do wody: poprzez stronę internetową: www.pah.org.pl/22-powody lub wpłacając na konto PAH nr 02 2490 0005 0000 4600 8316 8772 z dopiskiem „WODA 2021”.

Cały wywiad z rzecznikiem prasowym PAH Rafałem Grzelewskim w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie".