Trzeba przyznać, że duży wpływ na XVII-wieczne ablucje miały twarde zalecenia lekarzy, by kąpieli unikać. Pot i wydzieliny z ciała uważano za doskonała warstwę ochronną. Pokazuje to dobrze tzw. karta kąpieli przyszłego Ludwika XIII założona przez nadwornego medyka. Wiemy, że gdy dziecko miało sześć tygodni umyto mu głowę, po tygodniu nasmarowano ją masłem i olejem, a czesać zaczęto dopiero, gdy chłopiec skończył 9 miesięcy. Pięciolatkowi umyto nogi, a dwa lata później został „wykąpany po raz pierwszy, w wannie, pospołu z Madame”. 

Jego następca równie wiernie przestrzegał zaleceń lekarzy. Tuż po obudzeniu nadchodzili piastunka, chirurg i medyk. Dwaj mężczyźni masowali mu plecy i zmieniali koszulę, służący skrapiał dłonie kroplami wina, co wystarczało zarówno do przemycia dłoni jak i twarzy. Usta również król płukał winem. Następnie władca Francji oddawał się ulubionym sportom, co znów powodowało nadmierne pocenie, którego „pozbywał się” zmieniając koszulę. Ludwik XIV pocił się zresztą często, dlatego wymiana koszuli następowała często nawet trzy razy dziennie. Z tego względu był uznawany w oczach mu współczesnych za nadmiernego czyścioszka. Trudno się więc dziwić, że paryski architekt Louis Savot uznała za zbyteczne zaprojektowanie łazienek w pałacach i rezydencjach. „Możemy się bez nich obejść o wiele lepiej niż starożytni z powodu użycia bielizny, którą my posiadamy, a która służy nam obecnie do utrzymywania w czystości ciała w sposób o wiele wygodniejszy niż można tego było dokonać w łaźniach i łazienkach starożytnych”. Wracając do króla Słońce zdarzyło się pewnego razu, że męczyła go wysypka na ciele oraz napady drgawek. Medycy uradzili, że oprócz zwyczajowego puszczenia krwi, należy też króla… wykąpać. Obawiając się jednocześnie tak radykalnej kuracji, zalecili masę zabiegów na wzmocnienie m.in. lewatywę i dużo odpoczynku. Po kąpieli Ludwika rozbolała głowa i lekarze nakazali by więcej go nie kąpać. Należy jednak dodać, że król miał w jednej z komnat ogromną wannę wbudowaną w podłogę, tyle że nie służyła ona do mycia, a do uprawiania amorów z kochankami.

Markizą Montespan, jedna z kochanek króla

W Wersalu gnieździło się ponad 7 tysięcy dworzan, a nocników było podobno o wiele za mało, stąd czynność taka jak oddawanie moczu na ściany, w korytarzach i sieniach była na porządku dziennym. Bratowa Ludwika XIV, Elżbieta Charlotta, pisała: „Ludzie zajmujący galerie naprzeciw naszego pokoju sikają po wszystkich kątach. Nie da się wyjść z własnych komnat, by nie zobaczyć kogoś oddającego mocz”.  Służbie nie chciało się też za każdym razem ganiać z nocnikiem po długich korytarzach, więc wylewano nieczystości za okno lub zostawiano naczynia  wypełnione nieczystościami na meblach stojących wzdłuż ścian. Musiało to w końcu zdenerwować Króla Słońce, gdyż krótko przed swą śmiercią wydał rozkaz, aby raz w tygodniu usuwać fekalia zalegające na pałacowych korytarzach.