To argument tylko częściowo słuszny, bo mamy tu do czynienia z monopolami czy nawet kartelami, a to już zagrożenie dla wolności, nie tylko gospodarczej. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że właściciele firm telekomunikacyjnych na przemian odłączają i podłączają z powrotem klientów według własnego uznania, w zależności od tego, co mówią przez telefon. Zresztą wcale nie trzeba tu wysilać wyobraźni, bo takie rozwiązanie jest w prawie rosyjskim, gdzie na żądanie władz dostawcy internetu mają przekazać dane „niesłusznie” wypowiadających się w internecie klientów albo ich odłączyć od usług. Widać wyraźnie, że Zachód zmierza w kierunku rozwiązań rosyjskich, ale cenzorem i nadzorcą nie ma być państwo, tylko informatyczne korporacje. Owszem, jakieś regulacje i moderacja internetu bywają konieczne, ale to, co się obecnie dzieje, idzie już za daleko. Zwłaszcza że surowość jest wybiórcza, skoro zbrodnicze reżimy wciąż mają swoje konta.