Młodzi ludzie w USA i w większości krajów Europy nie mają świadomości, że my już mieliśmy, w czasach okupacji sowieckiej, demokrację z przymiotnikiem – demokrację socjalistyczną. Demokracja socjalistyczna była autentycznym zaprzeczeniem demokracji zwykłej. To znaczy odbywały się wybory, ale na listy wyborcze nie dopuszczano nikogo, kto miałby inne zdanie niż zainstalowane tu z Moskwy władze. Można nawet było wybrać sobie partie w sejmie, lecz wszystkie musiały uznać prawa nadawane na Kremlu.

Obowiązywał przy tym postępowy, ateistyczno-marksistowski żargon, który miał uzasadniać dyktaturę. Wychodziły gazety, nadawało radio i były nawet dwa kanały telewizji. Tyle tylko że mogły tam się ukazywać wyłącznie informacje zgodne z obowiązującą linią. Resztę cenzurowano. Kto pisał lub nadawał poza oficjalnym obiegiem, był karany. Czy czegoś to Państwu nie przypomina? Demokracja socjalistyczna była dużo bardziej bezczelna od demokracji liberalnej, tak jak bardziej bezczelne są ośrodki azjatyckie od europejskich. Ale dążenie to samo. Niesłychane zjawiska cenzury, które pojawiły się w mediach społecznościowych i amerykańskich telewizjach, budzą moje szczere zaniepokojenie. Mniej martwię się przegraną Trumpa, nawet nie tak bardzo tym, że ktoś coś tam fałszował, trochę bardziej faktem, że elitom tego kraju to chyba kompletnie nie przeszkadza, ale najbardziej faktem akceptacji dla zupełnie bezczelnej cenzury. Pani ze Statuy Wolności przestała właśnie trzymać wysoko ogień nad głową i wsadziła sobie mocno pochodnię z usta. To będzie miało ogromne konsekwencje dla całego świata. Jako cywilizacja tracimy moralną przewagę wobec reżimów w Chinach czy Rosji. Nie wolno nam już wszystkiego wybierać i wszystkiego mówić. To zawsze kończy się wielkim nieszczęściem. 

Mimo wszystko jestem optymistą. Wielkie dinozaury mediów społecznościowych zostaną za chwilę zastąpione stadami małych inteligentnych mediów działających w różnych środowiskach. Tak było z telewizjami, stronami internetowymi, tak będzie z mediami społecznościowymi. Musimy aktywnie włączyć się w ten proces. Setki milionów ludzi na świecie o konserwatywnych poglądach mają prawo do własnego głosu. Mają prawo wyrażać swoje opinie i nie mogą być karani za to, że wyznają te same wartości co ich ojcowie i dziadowie. Są to te same wartości, które kiedyś legły u podstaw myślenia o europejskiej wspólnocie, a jeszcze wcześniej były kamieniem węgielnym Stanów Zjednoczonych.

Jako Polak mogę dodać, że były ważne dla elit I Rzeczypospolitej. Wolność, tolerancja i demokracja, a także rządy prawa – to wszystko jest dzisiaj zagrożone, gdy akceptujemy podważanie wolności słowa.