Dziennik "Evening Standard" podał w poniedziałek, że Johnson w niedzielę po południu był widziany na rowerze w Parku Olimpijskim w Stratford we wschodniej części Londynu, który znajduje się nieco ponad 7 mil (ponad 11 km) od jego rezydencji na Downing Street - a także, że był zaniepokojony ilością osób, które tam przebywały.

Ale w związku z tym pojawiły się wątpliwości, czy Johnson sam nie złamał rządowych wytycznych w związku z lockdownem, które mówią, że dopuszczalne jest wyjście z domu raz dziennie w celu ćwiczeń fizycznych, ale nie należy wyjeżdżać poza swoje okolice. Wyjaśnione w nich jest, że pozostawanie w okolicy oznacza pozostawanie w wiosce, miejscowości lub części miasta, w której się mieszka. Opozycyjna Partia Pracy zarzuciła Johnsonowi, że stosuje podwójne standardy nie przestrzegając zaleceń, które sam wydaje.

Rzecznik Johnsona powiedział, że jakiekolwiek sugestie, iż złamał on wytyczne są nieprawdziwe, ale nie odpowiedział na pytanie, czy premier samodzielnie przejechał z Downing Street do Parku Olimpijskiego, czy też został tam podwieziony.

Rowerowej przejażdżki Johnsona broniła też komisarz londyńskiej policji metropolitalnej Cressida Dick, która powiedziała w BBC, że na pewno nie było to wbrew prawu, a ćwiczenia, na które nie trzeba dojeżdżać spełniają jej zdaniem definicję lokalności. Dodała jednak, że większa precyzja w wytycznych byłaby dobrą rzeczą.

W podobnym tonie wypowiedział się Kit Malthouse, wiceminister ds. przestępczości i policji. "Prosimy ludzi o to, by ćwiczyli, by pozostać w okolicy. Co znaczy 'w okolicy' pozostawia oczywiście pole do interpretacji, ale ludzie ogólnie wiedzą, co oznacza +w okolicy+. Jeśli możesz się tam dostać własnymi siłami i nie wchodzisz z nikim w interakcję, to wydaje mi się to całkowicie rozsądne" - powiedział.