W gruncie rzeczy to jest oczywiste – PO była już w publicznej debacie określana jako „partia zewnętrzna” i teraz, występując przeciw zakupowi od niemieckiego wydawnictwa prasy regionalnej, po prostu umacnia ten wizerunek. Posłowie PO, obok niemieckich polityków i dziennikarzy, są zaniepokojeni stanem polskiej demokracji, bo znaczącą część prasy w Polsce przestaje kontrolować niemieckie wydawnictwo. Wolność słowa jest zagrożona – klarowali na posiedzeniu sejmowej komisji posłowie Platformy – bo właścicielami Polska Press przestaje być „rodzinna firma z Bawarii”. Trudno to pewnie pojąć zwykłym Polakom, ale gdy przedstawiciele totalnej opozycji to mówili, na ich twarzach nie widać było cienia wstydu. Czemu? Bo tu chodzi o konkret, o ich przyszłe mandaty – bez wsparcia niemieckich mediów w Polsce jakaż byłaby ich siła?