Liczba polskich ulic noszących imiona czerwonych zdrajców i rzezimieszków jest niestety porażająca. W Mławie istnieje ulica Czesława Skonieckiego. Był to członek NKWD, który kierował siatką tej organizacji w Warszawie podczas okupacji. Współpracowała ona z gestapo w ściganiu reprezentantów Polskiego Państwa Podziemnego. W samej Warszawie jest wiele ulic upamiętniających postacie z najczarniejszych kart polskiej historii. Np. ulica Teodora Duracza, polskiego działacza komunistycznego, opłacanego przez sowiecką ambasadę. Można by jeszcze długo wymieniać miejsca w naszej stolicy i także w całej Polsce, które upamiętniają zbrodniarzy oraz zdrajców na żołdzie obcego, totalitarnego mocarstwa. Ta sytuacja nie pozostaje bez wpływu na kondycję naszej wspólnoty. Nazwanie bowiem czyimś imieniem kawałka przestrzeni publicznej, a tym jest ulica, to dwojaki gest. Po pierwsze jest to dowód wdzięczności. Po drugie postać ta wskazywana jest jako wzór w procesie edukacji młodego pokolenia. Dlatego nazywamy nasze ulice imieniem Józefa Piłsudskiego bądź Jana Pawła II. Nie chcemy chyba, by wzorem stał się członek NKWD czy sowiecki agent. Niech więc te komunistyczne maszkarony w końcu znikną z polskich miast.