Rok 2012 przejdzie zapewne do historii jako rok bezprzykładnej kompromitacji rządu Donalda Tuska.

Jego przeciwnicy mogliby zawołać: „Nareszcie!”. Ale niestety, łączy się to z tyloma nieszczęściami dla Polski, że pozostaje tylko westchnąć. Kłopoty i niewydolności widoczne w poprzednich latach, nader zręcznie klajstrowane, teraz ujawniły się ze zdwojoną siłą.

Po bezbarwnej prezydencji dwa wizerunkowe wydarzenia, jakimi miało być Euro i udział w Olimpiadzie, okazały się klapą, której nie były w stanie przykryć tabuny wynajętych propagandystów.

A im bardziej na czymś zależało, tym klęska była dotkliwsza. Poległ program budowy autostrad, jedyna przejezdna była czynna tylko na Euro, koleje prześladował pech pod nazwiskiem Sławomir Nowak, lotnisko w Modlinie spóźniło się i poszło do poprawki, po rozgrzebaniu Warszawy końca drugiej linii metra nie widać, a w dodatku udało się zatopić newralgiczny tunel na Wisłostradzie.

Stadion Narodowy okazał się basenem. W dodatku koła napędowe gospodarki napędzały głównie serię bankructw podwykonawców.

Afera Amber Gold obnażyła układ gdański i szerzej mechanizmy działania rządów miłości. Jak wygląda dziś „państwo prawa”, ujawniło nagranie sędziego z Gdańska.

Zachwiała się garda w sprawie Smoleńska – zamiana zwłok wywołała wątpliwości u wielu dotychczasowych zwolenników tezy, że państwo zdało egzamin. A kolejne sprawy unaoczniły, że w ogóle nie było żadnego „polskiego śledztwa”, tylko rosyjskie manipulacje pod tezę o naciskającym prezydencie, pijanym generale i szalonych pilotach. Kpiny i wyśmiewanie „ekspertów Macierewicza” nie wystarczają, coraz więcej ludzi dopuszcza wersję zamachu. Widać, że nerwy puszczają, czego najlepszym dowodem jest działalność „seryjnego samobójcy”.

Najważniejsze, że budzi się uśpione społeczeństwo – wielkie marsze, mimo bagatelizowania ich przez media, zrobiły wrażenie, a stan sił pokazuje wymownie, ilu obywateli przyszło „walczyć z faszyzmem” pod Zachętę, a ilu skrzyknęło się na marsz w obronie telewizji Trwam.

Kruszy się monopol na informacje – nie da się kontrolować internetu, poszerza się strefa wolnego słowa, zbite „Uważam Rze” odrasta jako byt mnogi.

Okazuje się, że społeczeństwo potrafi pędzić sobie wolność jak bimber. Jeszcze parę niezależnych gazet, portali, własna telewizja i mainstream będzie ofertą dla zmniejszającej się garstki lemingów.

Zaiste, sporo jak na jeden rok.

Teraz jeszcze jeden wysiłek – trzeba podziękować tym panom i posprzątać po nich. Do czego skłania trzynastka w numerze roku.