Zmarł artysta, który zbudował most łączący kulturę Zachodu z Orientem. Kulturę Zachodu, a nie: Zachód. Bo Zachodu z Orientem nie da się połączyć. Przepraszam, da się, ale może to zrobić jedynie chrześcijański uniwersalizm

Ciemności ze Wschodu zasnuwają ziemię. Nie dość że mamy tu nasze europejskie mroki oświecenia, to jeszcze ten import ze Wschodu. Oto jak ciekawie promuje jogę jeden z dwóch największych polskich portali. Nie chcesz mieć depresji, wybieraj alternatywnie: albo elektrowstrząsy albo joga.

Odszedł muzyczny geniusz. Ravi Shankar, wirtuoz sitaru, jeden najbardziej charyzmatycznych muzyków naszego globu. Ojciec wielu dzieci, z wielu kolejnych związków. Idol Beatlesów i Johna Coltrane’a. Wirtuoz, który grał z Yehudi Menuhinem i na kultowych festiwalach w Monterey i na Woodstock. W 1989 r. powiedział: – Trzeba mieć szacunek do całej muzyki, dla Chopina, Beethovena i Mozarta, ale trzeba szanować i pielęgnować swoje korzenie. I w jego przypadku wszystko, poza promiskuityzmem, jest w porządku. Między kulturami daje się budować uniwersalne mosty. Pomiędzy kultami nie. Synkretyzm nigdy jeszcze nie wypalił. Gdyby nie to, że New Age pompowany jest przez liberalne media, już by zdychał jak każda kolejna okultystyczna, spirytystyczna, parapsychologiczna, psychotroniczna czy postmodernistyczna nowinka.

Pomiędzy wiarą a rozpaczą nasze serca się tułaczą. Wydarzeniem była dla mnie kolejna, po dwudziestu pięciu latach, lektura „Ulicy Mandelsztama” Jarosława Marka Rymkiewicza. „Ulicy”, na której jak na dłoni widać, jak krucha jak szkło sztuka, kultura miażdżone są przez rosyjsko-sowiecką falangę składającą się z zastępów mężczyzn, wyznających lokalną odmianę religii woli mocy. A z nami wam się nie uda. Jak przyjdzie czas, my będziemy gotowi.

Jak donosi PAP: „Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin nie zgodził się z opinią, że Mauzoleum Włodzimierza Lenina na placu Czerwonym w Moskwie jest niezgodne z tradycjami historycznymi i religijnymi Rosji”. Putin, porównując Lenina do świętych, postąpił zgodnie z azjatycką tradycją Konstantynopola i „Trzeciego Rzymu”, „Świętej” Rusi.

Ale ani Ruś, ani Polska nie są święte. Krew patriotów niczego nie uświęca. Nie mieszajmy porządków. Jedynym hasłem, które krzyczałem z tłumem 11 Listopada było: Chwała bohaterom! I miałem łzy w oczach. Wreszcie oddaje się Im sprawiedliwość. Ale polskość nie jest święta. Mesjanizm jest bzdurą. Naśladownictwem ruskich pomysłów. My nie walczymy waszymi metodami. Ruch poparcia Putina, sikanie do zniczy, próba zbezczeszczenia jasnogórskiej świętości, skrytobójstwa za pomocą stryczka, pistoletu, TiR-a czy bomby nie-szaleńca. Nie-szaleniec myślał, że bomba to atrapa. I był ten, który trzymał prawdziwy detonator w ręku. To ta sama ręka, która odkręca śruby w kołach samochodów. Na baczność stawiała generałów polskiej policji. Gen. K. chciał i chce żyć, nie chce skończyć jak generał P., jak księża w 1989 r., jak prezes Najwyższej Izby Kontroli, wicepremier, szyfrant i szef kancelarii polskiego premiera… Spiski, tajne związki, zbrojne i bezbronne…

Tygodnik i masoni. Byłem kiedyś wicenaczelnym „Tygodnika Literackiego”. Szefem formalnym okazał się po latach mason, Janusz Maciejewski. Prawdziwym szefem był, co okazało się jeszcze później, inny mason, poeta Piotr Matywiecki. Na pierwszy rzut oka puchaty misio.

W „Newsweeku” najlepsze okazały się reklamy. Wydawnictwo M, wspólnie z koncernem Axel Springer, wydawcą „Faktu” i „Newsweeka”, opublikowało moją jeszcze nowszą książkę „Egzorcyzmy i opętanie. 28 prawdziwych historii”. Wziąłem więc ten tygodnik do ręki. „Newsweek” jest słabszy nawet od „Polityki”, ale przeznaczony jest dla ludzi o niższych potrzebach. Jest też o wiele słabszy od „Gościa Niedzielnego” i starego „Uważam Rze”. Nadrabiać stara się formą, ale estetyka musi coś opakowywać. Świetne są w „N” jedynie zdjęcia. To, Szymona Majewskiego (s. 74), wręcz mówi: stańczyk stał się mężczyzną.

Redaktorzy „Newsweeka” boją się drugiego obiegu i klubów „Gazety Polskiej” (s. 62), boją się ojca Rydzyka (s. 67). Tak naprawdę „Newsweek” to czysta ideologia: ustawianie do strzału tych-których-się-nie-lubi. „Newsweekowe” „się” jest bardziej ideologiczne niż komercyjne, handlowe. Duch komercyjny przegrywa w nim z ideologicznym, ale fotografie nie kłamią, śmierć wyziera z twarzy Beate Uhse, propagatorki rozwiązłości. Nawet zgrabny pośladek sztucznie uśmiechniętej dziewczyny nie jest w stanie zasłonić Uhse: prawdziwej twarzy cywilizacji śmierci/nakręcenia. A „Czaszka” Piotra Uklańskiego (s. 110) symbolicznie tłumaczy lemingom, czym jest pułapka somy, jak kończy się odwracanie piramidy wartości. Jest i zręczna promocja pedofilii (s. 124). Czy ja widziałem tam też strony promocyjne, udające artykuły, wykupione przez lansujących się od lat restauratorów?

Bronisław Wildstein, zapytany, spointował moją o nim recenzję jak zwykle celnie: pochwalił mój wrodzony paternalizm. Na przyjaciół zawsze można liczyć, na tym polega krzesanie. Dwa twarde kamienie zazwyczaj dają iskry i zaraz robi się jaśniej.

Jasne i niebieskie. Objawiona instrukcja obsługi świata jest. Stosowanie się do jej zaleceń sprawia, że płynie na nas z góry niebieski pokój, jak klaszcząca falami rzeka. To Bóg daje światło życia. Pax. Ludzie Pokoju owoc wydają w swoim czasie, nie muszą się spieszyć, nie muszą gonić za niczym. Niebieski Pokój, krystaliczna rzeka, złote światło. Bóg lubi jasne sytuacje. Jasne i niebieskie.

Daj mi siłę, bym wychodził Ci co rano na spotkanie.