Ofiary wypadku, jak co roku, upamiętniają ich bliscy i koledzy, związkowcy, przedstawiciele lokalnych władz i kierownictwa kopalni. W związku z pandemią zdecydowano o zmianie dotychczasowej formuły obchodów. Zamiast jednej porannej uroczystości, komisje związkowe oraz delegacje zakładów pracy składają wieńce w ciągu całego dnia.

Wieńce składane są przed kopalnią, przy kopalnianym zegarze. Niewielkie podwyższenie, wewnątrz którego umieszczona jest konstrukcja z zegarem, otaczają w rocznicę tabliczki nagrobne z nazwiskami zmarłych. Składanie kwiatów – jak co roku - odbywa się w milczeniu.

Drugim miejscem upamiętnienia ofiar tej katastrofy jest rudzki cmentarz komunalny, przy którym znajdują się krzyż i tablica ku czci wszystkich górników, którzy zginęli w wyniku wypadków w Halembie. Na tablicy jest około dwustu imion i nazwisk, przy 23 z nich znajduje się data 21 listopada 2006 r.

Zaniechania i fałszowana dokumentacja

Katastrofa w Halembie była największą tragedią w polskim górnictwie od blisko 30 lat. Doszło do niej podczas likwidowania ściany wydobywczej 1030 m pod ziemią. Górnicy, którzy zginęli, mieli za zadanie wydobycie wartego miliony złotych sprzętu. Większość ofiar tragedii to pracownicy zewnętrznej firmy Mard, która na zlecenie kopalni prowadziła prace likwidacyjne.

Z ustaleń śledztwa, zamkniętego przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach w 2008 r., wynika, że do wybuchu doszło na skutek zaniechania profilaktyki przeciw zagrożeniom naturalnym. Po zapaleniu i wybuchu metanu w wyrobisku wybuchł pył węglowy, czyniąc spustoszenie i zabijając większość ofiar.

Według prokuratury, pracownicy byli w Halembie kierowani do prac mimo przekroczeń dopuszczalnych stężeń metanu, w kopalni fałszowano też dokumentację i próbki pyłu węglowego - aby wykazać, że był on neutralizowany pyłem kamiennym. Obrona w trakcie procesu przekonywała, że to, co zdarzyło się w Halembie, było zdarzeniem losowym, niezależnym od ludzi.

Sprawy sądowe przez... 13 lat

W sprawie oskarżonych zostało łącznie 27 osób, część z nich od razu dobrowolnie poddała się karze. Na ławie oskarżonych w pierwszym procesie zasiadało 17 mężczyzn. Większość przedstawicieli kopalni, którym prokuratura przedstawiła zarzuty w związku z tą sprawą, została już prawomocnie osądzona.

Sprawy trzech głównych oskarżonych, po wyroku Sądu Apelacyjnego w Katowicach, ponownie rozpoznawał gliwicki sąd okręgowy. We wrześniu ub. roku skazał on b. szefa działu wentylacji w kopalni Marka Z. na rok i dwa miesiące bezwzględnego więzienia za sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy oraz niedopełnienie obowiązków w dziedzinie bhp i narażenie w ten sposób na niebezpieczeństwo życia i zdrowia górników.

Drugiego z oskarżonych, byłego dyrektora kopalni Kazimierza D., sąd skazał na dwa lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Były naczelny inżynier kopalni Jan J., który sprawował też funkcję zastępcy kierownika ruchu zakładu, został skazany na karę jednego roku pozbawienia wolności w zawieszeniu.