Jak na razie swoje weto w tej sprawie zgłosiły – wcześniej nawet niż Polska – Węgry Viktora Orbána, ale świadomość tego, że narzuca się nam wbrew wszelkim traktatom w istocie skrajnie lewacko zorientowane „państwo europejskie”, rośnie. Premier Słowenii Janez Janša napisał na Twitterze: „Traktat z Lizbony ustanawia instrumenty zapewniające poszanowanie praworządności w Europie. Niemniej podjęto próbę technicznej koordynacji między Parlamentem Europejskim i krajem przewodniczącym Radzie Europejskiej [przypomnijmy, że są to Niemcy – J.L.] w celu ustanowienia dodatkowego instrumentu. Dzięki temu instrumentowi większość w Radzie Europejskiej zdecyduje, czy praworządność jest przestrzegana, czy też nie. A więc będzie to zależało od większości politycznej. Jeśli tak się stanie, będzie to koniec Unii Europejskiej”.

Wołodii Bukowskiego sojuzy dwa

Tylko że ten koniec w istocie nastąpił już dawno. Dziś po prostu opadły wszystkie maski, skrywające realizowany cichaczem od lat projekt przekształcenia UE w jeden organizm państwowy na bazie ideologii neomarksistowskiej w najbrutalniejszym wydaniu. Ostatnie dzikie ekscesy na polskich ulicach tłuszczy nakręconej przez lewackie ideolo pokazały prawdziwe oblicze tej europejskiej „tolerancji” w imię mającej wszystkich obowiązywać pod groźbą restrykcji karnych politpoprawności. A te restrykcje już od dawna istnieją, z czego większość Polaków nie zdaje sobie sprawy.

Wspominałem kilkakrotnie, że głosowałem przeciw wstąpieniu Polski do UE i był to świadomy wybór podjęty w dużej mierze pod wpływem wybitnego dysydenta rosyjskiego Władimira Bukowskiego, który deportowany z Sojuza w 1976 r. na Zachód, stał się wkrótce obywatelem Wielkiej Brytanii i jako nader bystry obserwator i przenikliwy myśliciel wyciągnął wnioski o prawdziwej naturze UE także na podstawie losów swojej nowej ojczyzny, wówczas od trzech lat członka Jewrosojuza, jak nazywają tę organizację Rosjanie. Mając możność spotykania Wołodii kilkakrotnie od jego pierwszego pobytu w Polsce w 1989 r., gdy służyłem mu za tłumacza, nie tylko osuszyłem z nim parę flaszek zacnej whisky, lecz także przyjąłem za swoje jego nader rzeczowo artykułowane przekonanie, że oba sojuzy – ten jewro i ten sowietskij – niewiele się różnią. W związku z czym członkostwo w UE niesie znacznie więcej zagrożeń niźli korzyści dla kraju, który nie należy do rządzącego tą organizacją „Politbiura”, czyli Komisji Europejskiej.

Jak diagnozuje Bukowski, socjaliści na Zachodzie w obliczu krachu ideologii komunizmu w świecie „…zrozumieli, że mają tylko jedno wyjście – muszą przechwycić proces integracji europejskiej i stanąć na jego czele. Dokonawszy tego, partie lewicowe przekręciły go do góry nogami w kierunku utworzenia [europejskiego] państwa. I z takim planem w głowie tworzono struktury europejskie. (…) Jeśli się przyjrzeć UE uważnie, to okaże się ona bladą kopią Związku Sowieckiego. Kto np. rządzi Unią? Dwudziestu siedmiu komisarzy politycznych, których nikt nie wybiera, którzy sami siebie wybierają i których my przegnać nie możemy. A jak był rządzony Związek Sowiecki podówczas? Przez 15 politkomisarzy, których także nikt nie wybierał i nikt wygnać nie mógł. Celem Związku Sowieckiego było stworzenie nowej historycznie wspólnoty – człowieka sowieckiego. A jaki jest cel UE, jak nam teraz mówią? Stworzyć nową historyczną wspólnotę – Europejczyka”.

…a odpowiedni paragraf się znajdzie…

Przytoczone w moim przekładzie słowa pochodzą z wielogodzinnego spotkania, które Bukowski odbył w 2010 r. w Tbilisi, próbując objaśnić Gruzinom, wówczas rozentuzjazmowanym zwrotem ich ojczyzny ku Zachodowi, by nie pchali się bezrefleksyjnie w czułe objęcia ośmiornicy zwanej UE. Podobnie jak Polacy kilka lat wcześniej, entuzjaści nie bardzo rozumieli jego ostrzeżenia:

„Powiecie mi, że moje porównanie UE z systemem sowieckim jest powierzchowne, bo jednak Związek Sowiecki był totalitaryzmem represyjnym i miał Gułag. No tak, Gułagu na razie w UE nie ma. Ale struktury, które się w Gułag mogą przekształcić, są już tworzone. Na przykład na mocy umów z Nicei powstaje tzw. Europol, policja europejska, która będzie miała niewiarygodną władzę! (…) Za jakież to przestępstwa będzie mógł nas ścigać ów Europol? To też ustalono w Nicei: za 32 przestępstwa, z których dwa są szczególnie interesujące, gdyż nie figurują jako przestępstwa w kodeksie karnym żadnego z krajów członkowskich! Jedno nazywa się »rasizm«, a drugie »ksenofobia«. Jak Europa sprecyzuje, co to takiego rasizm i ksenofobia, zobaczymy, bo ani jedno, ani drugie pojęciem prawnym nie jest i być nie może. To pojęcia ideologiczne, które zawsze są względne i subiektywne. Nasze przynajmniej, brytyjskie władze już nam objaśniły, że kto będzie wyrażał sprzeciw wobec polityki imigracyjnej rządu i UE, będzie sądzony za rasizm, a sprzeciwiający się dalszej integracji samej Europy zostaną oskarżeni o ksenofobię. Tak więc już wiemy, z jakiego paragrafu nas posadzą”.

Nie wiem, czy te paragrafy nadal działają w Zjednoczonym Królestwie po brexicie, który chyba właśnie pokazał, że takie „prawo” niezbyt się Brytyjczykom podoba… Do niedawna społeczeństwo polskie według wszystkich sondaży należało do najbardziej euroentuzjastycznych, a tu chwilę temu 57 proc. Polaków uznało, że w żadnym wypadku nie należy się poddawać ostatniemu brutalnemu dyktatowi Komisji Europejskiej! Czyżby po 10 latach od tbiliskiego wykładu Bukowskiego, zmarłego niemal równo rok temu wskutek ohydnej lewackiej nagonki, dotarło do nas, że przepowiedziany przezeń Euro-Gułag już istnieje?

Dokąd zmierza każda utopia

Nawet w sowieckim Gułagu zdarzały się bunty zdesperowanych „zeków”, czyli jego więźniów, ale zamiast się buntować post factum, lepiej nie dawać się zamknąć w intelektualnym unijnym Gułagu, nawet jeśli na obozowych wrotach nie będzie już napisane „Sława Sawietam!” czy „Arbeit macht frei”, ale według Orwellowskiego ponurego proroctwa – „Niewola jest wolnością”. Dlatego Bukowski ostrzegał – niestety nieskutecznie Polaków, a potem Gruzinów: „A teraz stworzono nową funkcję ogólnoeuropejskiego prokuratora. Będzie policja, będzie prokuratura. No i pięknie. Teraz z punktu widzenia ich ideologii »politpoprawności«, o której zasadność nikt nas, nawiasem mówiąc, nie pytał, będą nas odpowiednio kontrolowali. I wcale mnie to jakoś nie dziwi, bo żadna utopia świata nie może się obejść bez Gułagu, dlatego właśnie, że jest utopią i nie bierze pod uwagę odrębności ludzkiej. I Europa nie jest pod tym względem wyjątkiem – będzie europejski Gułag, będzie!”.

Wołodia nie miał złudzeń co do nieuchronności zwycięstwa totalitarnych tendencji w UE, ale pocieszał się tym, że ich ostatecznego triumfu nie dożyje. On nie dożył, a co mamy robić my, którym to już całkiem realnie zagraża? Może do jeszcze intensywniejszych działań zarówno próbujących ratować ludzkie, a nie utopijno-lewackie oblicze UE, jak i na forum naszego, daj Boże, skuteczniejszego projektu Inicjatywy Trójmorza natchnie nas finalna konkluzja wielkiego Rosjanina, przybyłego na „zgniły Zachód” w poszukiwaniu nadziei:
„Ale dokładnie tak samo, jak w swoim czasie skazany był na upadek Związek Sowiecki, na upadek skazana jest także Unia Europejska. I moją jedyną nadzieją jest to, że nie pogrzebie pod swoimi ruinami nas wszystkich…”.

I choć to nie polskie weto rozwali tę coraz bardziej pokraczną konstrukcję, to musimy uważać, by przez innych nie zwaliła się na nasze głowy! Trzeba chyba uznać, że pora zdjąć tabu ze słowa „polexit”.