Frekwencyjna klapa

Wulgarne protesty przeciwników zaostrzania prawa aborcyjnego trwają od czwartku 22 października, gdy Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. W ramach trwających strajków w piątek w stolicy odbył się tzw. "Marsz na Warszawę".

Mimo wsparcia celebrytów (protest poparli m.in. NO LOGO, NOVIKA, Baasch, Aga Zaryan, Patrycja Markowska, LuLu Malina, Vienio, Bovska, Zuza Jabłońska oraz Maria Sadowska), protest miał mizerną frekwencję.  Po godz. 19.00 policjanci zaczęli legitymować uczestników demonstracji, a następnie otoczyli zgromadzonych furgonetkami, z których wygłoszono komunikat, że biorą udział w nielegalnym zgromadzeniu i jeżeli się nie rozejdą, to zostaną użyte środki przymusu bezpośredniego. Po tym komunikacie zebrani rozproszyli się. 

"Bunt młodych", jak nazwano dzisiejszy protest, przerodził się... w "spacer".

Mimo to, niektóre media podały, że protest został... "stłumiony" przez policję.

W szczytowym momencie protestu na Placu Defilad zgromadziło się kilkaset osób. To frekwencja dużo niższa, niż podczas poprzednich protestów. Ostatnie grupki protestujących rozeszły się przed godz. 21.00.

Protest Konfederacji. Mandat dla posła

Oddzielnie swój protest zorganizowała Konfederacja. Przedstawiciele tej partii opozycyjnej za nic mieli apele o powstrzymanie się od zgromadzeń w czasie epidemii koronawirusa. Protest przed siedzibą PiS miał głównie hasła gospodarcze, dotyczące kilku branż.

Okazało się, że politycy Konfederacji przygotowali nawet nagłośnienie - żeby dotarło na miejsce, samochody ze sprzętem poprowadzili posłowie Grzegorz Braun i Jakub Kulesza.

Ostatni z wymienionych dostał nawet mandat karny - za zawracanie w niedozwolonym miejscu.