Władysław III nazywany był przez mu współczesnych „gwiazdą królów”, „przedmurzem chrześcijańskiej Rzeczypospolitej”, „zesłańcem niebios”. Francesco Fidelio, włoski humanista pisał, że jest równy Aleksandrowi Wielkiemu. Po pierwszej kampanii przeciw Turkom w roku 1443 był na ustach całej Europy, jawiąc się jako młody, piękny monarcha, pełen odwagi, zapału i bohaterstwa, a w dodatku skromny i miły w obejściu. Widziano w nim zbawcę, gdy sułtan Murad II podpisał warunki pokojowe, gwarantujące pokój na kolejne 10 lat. Układ w Szegedynie zawarty został 1 sierpnia 1444 roku, ale już 4 sierpnia Władysław go zerwał. Kroniki tureckie pisały o gniewie sułtana, nienawiści i pogardzie. „Zdrajca”, „rzezimieszek”, „pijanica” – to najłagodniejsze z określeń, jakie padały pod adresem króla. Jagiellon zbiera wojsko złożone z 25 tys. żołnierzy węgiersko-polsko-wołoskich i rusza na armię turecką. Koniec wszyscy znamy – 10 listopada pod Warną zostaje rozgromiony i prawdopodobnie ginie.

Jednak nikt nie jest w stanie wyjaśnić, gdzie jest jego ciało i jakie były okoliczności śmierci. Z Polski wysłano dwóch rycerzy – Jana z Rzeszowa i Juliana z Suchodolu – by przeszukali pole bitwy. Wracają z pustymi rękami. Trochę później rusza pod Warnę kronikarz Maciej Stryjkowski i prowadzi śledztwo, którego wynikiem jest hipoteza, że król wpadł w specjalnie przygotowane głębokie rowy przykryte darniną i tam wraz z drużyną został zamordowany. Jeden z przekazów mówi o janczarze Kodży Khizirze, który odrąbał głowę Władysławowi. Kronikarz francuski Jean de Wavrin pisał, że Turcy poprosili dowódcę floty weneckiej o przysłanie kogoś dla identyfikacji. To właśnie wówczas po raz pierwszy okazano głowę o blond włosach. Jeden z uczestników bitwy Andreas de Palatio pisał do papieża, że widział króla dzielnie walczącego, ale potem władca nagle znikł. Nic więc dziwnego, że w Polsce długo nie wierzono w śmierć Władysława. Jego następca Kazimierz wstrzymywał się z koronacją, zrobił to dopiero trzy lata po bitwie. Jan Długosz wspominał: „wielu poważnych ludzi upewniało w listach, że Władysław udał się to do Konstantynopola, to do Wenecji, to do Wołoch, Siedmiogrodu, na koniec do Albanii i Raszki, a im pożądańsze były te wieści, tym łatwiej zyskiwały wiarę”. Już po koronacji Kazimierza w Krakowie pojawia się jakiś Litwin, mówiąc że jego brat żyje za Konstantynopolem. Czech Leon z Rożmitalu podróżując po Hiszpanii spotyka pustelnika, którego okoliczni ludzie uważają za polskiego króla. Oczywiście co chwila zjawiają się też samozwańcy – najsłynniejszy to Rychlik z Poznania, którego wiodą przed oblicze Zofii Holszańskiej, matki Władysława. Ta nie rozpoznaje syna, więc Rychlika ubierają w papierową koronę i chłoszczą pod pręgierzem.

Także papież Eugeniusz IV długo uważa, że król żyje, francuscy kronikarze zapisują, że nie zginął na polu bitwy, ale w wyniku męczeńskiej śmierci po torturach. W 1452 roku pewien dominikanin zapewnia wielkiego mistrza krzyżackiego, że Jagiellończyk nie zginął.

Jeszcze w początkach XX wieku pod Warną krążą legendy dotyczące śmierci i pochówku króla. Miejscowi wskazywali aż trzy grobowce, które miały kryć jego szczątki. Grecki archeolog Andreas Vretos wskazywał, iż Turcy wrzucili tysiące trupów do jeziora Dewniańskiego, może wśród nich było nierozpoznane ciało Władysława. Jedną z najsłynniejszych ostatnio i najbardziej fantastycznych hipotez, postawił Manuel Rosa, historyk z Duke University, który dowodzi, że Jagiellończyk po pokucie na górze Synaj, popłynął do Portugalii, a król Henryk przeznaczył mu na siedzibę ziemie na Maderze. Tam znany był pod mianem Henryka Niemca, mówiono też że jest królem Polski. Po jakimś czasie ożenił się, a jego synem był… Krzysztof Kolumb, który także do końca życia chronił tożsamość ojca.

Tak czy inaczej nagrobek Warneńczyka w Katedrze na Wawelu jest pusty. Wykonano go zresztą dopiero na początku XX wieku na zlecenie kardynała Jana Puzyny. W 1935 roku powstał w Warnie pomnik–mauzoleum wzniesiony na jednym z kurhanów ponad polem warneńskiej bitwy.