Mecz Anglia - Polska miał zdecydować o awansie na mundial. Polacy byli liderami grupy z 4 punktami na koncie, na drugim miejscu była Anglia - 3 punkty, a Walia nie miała już szans na awans, gdyż rozegrała wszystkie mecze w grupie i zajmowała ostatnie, trzecie miejsce. 

Polacy, aby zakwalifikować się do Mistrzostw Świata, musieli zremisować lub wygrać. Porażka dawała promocję Anglikom. Gospodarze byli bardzo pewni siebie - choć w Chorzowie dostali lanie od biało-czerwonych 0:2, to jednak w prasie pojawiały się lekceważące w stosunku do Polaków wypowiedzi. Nazywano ich amatorami, klaunami, a angielscy kibice zakłócali hymn Polski puszczony przed meczem na Wembley. 

Nie był to jednak "spacerek" dla Anglików, choć mieli oni w tym meczu przewagę. Polska miała jednak Jana Tomaszewskiego w bramce. Doskonale bronił, dzięki czemu do przerwy był remis 0:0. W 57. minucie meczu Polacy wyszli z fantastyczną kontrą, Grzegorz Lato podał do Jana Domarskiego, a ten mocnym uderzeniem pokonał słynnego Petera Shiltona. "Sensacja na Wembley" - krzyczał komentator Jan Ciszewski.

Kilka minut później było 1:1. Adam Musiał sfaulował zawodnika angielskiego w polu karnym, a "jedenastkę" na gola zamienił Allan Clarke. Anglicy przeważali, ale ich starania nie przyniosły skutku. Polacy rzucili się sobie w objęcia, gdy belgijski sędzia zagwizdał po raz ostatni.

Po "zwycięskim remisie" na Wembley w kraju zapanowała euforia. Polskie media tak opisywały historyczny sukces Polaków:

Tymczasem media w Anglii nazwały ten mecz "końcem świata". Selekcjoner angielskiej reprezentacji Alf Ramsey wyleciał z hukiem z pracy. A Polacy? Rok później zrobili swoje na mundialu, zajmując w nim trzecie miejsce. Orły Górskiego swój charakter pokazały jeszcze niejednemu rywalowi...