Być może ta tzw. gęsta atmosfera, była przyczyną wyjazdu młodego Władysława do Anglii. Tam zatrzymał się na dworze Karola II, jednak wdał się w jakąś nie do końca wyjaśnioną awanturę i musiał opuścić wyspę. Ruszył w podróż po Europie, a za nim ciągnęła się sława łamacza damskich serc. W Madrycie polubił go don Juan d’Asturia, przepowiadano mu więc karierę wojskową. Na przeszkodzie stanął jednak amor i jego złote strzały, które utonęły zarówno w sercu Władysława, jak i żony księcia de Chalais. Wściekły książę zamknął żonę do klasztoru panien Świętej Marii w Rzymie, a Waza salwował się ucieczką z Hiszpanii pod skrzydła Jana Kazimierza. Stryj rozpoczął starania w parlamencie francuskim o uznanie Władysława za synowca, ale finalizację tego procesu przekreśliła śmierć. Z niewielkim spadkiem po Janie Kazimierzu i zmienionym nazwiskiem na de Wasenau, zakochany ciągle Władysław, udał się ni mniej ni więcej jak do Rzymu. Kazimierz Chłędowski, słynny historyk kultury i znawca Włoch, pisał iż ponoć widywano go jak nocami śpiewał ukochanej pod murami klasztoru. Nie przeszkodziło mu to adorować inną piękną kobietę – córkę księcia di Poli, a żonę książę d’Acqua-Sparta, i obiekt westchnień wszystkich rzymskich kawalerów. 

W Rzymie przebywała wówczas Krystyna Waza, królowa szwedzka, która dla katolicyzmu zostawiła tron i zamieszkała w Wiecznym Mieście. Krystyna przyjęła na swój włoski dwór krewniaka i uczyniła kapitanem swej gwardii. Wykonywał dla niej różne misje dyplomatyczne, w 1676 roku pojechał w jej interesach do Szwecji, gdzie pozostawił po sobie bardzo dobre wspomnienia.

Krystyna doradzała mu przyjęcie stanu duchownego:

Jestem jeszcze biedniejsza od ciebie, albowiem stoję wyżej, a nie jestem dość szczęśliwa, aby móc powziąć podobne postanowienie. Gdziekolwiek się zwrócisz, w pokoju czy wojnie, nie podołasz wydatkom, a bez pieniędzy nie dasz sobie rady. Jedynie służbie Bożej można się poświęcić bez żadnych materialnych środków, bez obawy, że się uwłacza honorowi.

Kiedy w 1680 roku ambasador polski, podkanclerzy i hetman polny litewski, książę Radziwiłł wraz z małżonką Katarzyną Sobieską (siostrą Jana) odwiedzili Krystynę, Wasenau tłumaczył ich rozmowy. Był po raz kolejny zakochany, tym razem w owdowiałej księżnej Salviati, widywano ich spacerujących po mieście. Niestety nie spodobał się jej matce. Na starość Władysław Konstanty pojednał się z Bogiem, zaczął wieść życie niemal zakonne. Do śmierci służył Krystynie i kolejnym papieżom – Aleksander VIII mianował go szambelanem, jego następca Innocenty XII urząd ten potwierdził. W testamencie zapisał swój majątek najbliższemu przyjacielowi kardynałowi Janowi Franciszkowi Albaniemu.

Nieślubny syn polskiego króla, ostatni z rodu Wazów, zmarł 19 marca 1698 roku. Kardynał Albani nakazał zbudować mu grobowiec w kościele San Francesco delle Stimmate w Rzymie. Wyrzeźbiony z różnokolorowych marmurów z wyeksponowanym na środku popiersiem Wazy oraz epitafium w języku łacińskim, które mówi m.in. iż pomnik ten upamiętnia on monarszego syna, sodalisa tutejszej archikonfraterii, słynnego z czystości duszy, uprzejmości i obyczajów, zmarłego 19 marca 1698 roku. Pomnik wystawił kardynał Giovanni Francesco Albani, przyjaciel zmarłego i testamentowy dziedzic”. Na kartuszu herbowym, wieńczącym nagrobek, są herby Królestwa Szwecji i Gotlandii, herb Wazów – Snopek oraz polski Orzeł i litewska Pogoń. Dwa lata później kardynał Albani został wybrany papieżem i przyjął imię Klemensa XI.