Wszystkie zarzuty pod adresem prokuratury wojskowej o matactwa w śledztwie smoleńskim rozbija w puch jedno spostrzeżenie. Otóż za władzy Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego zmieniło się naczelne zadanie prokuratury. Priorytetem nie są już śledztwa, tylko uspokajanie nastrojów. Najważniejsze jest nie drążenie, jak doszło do katastrofy i śmierci prezydenta, dowódców wojsk oraz elity kraju, tylko doprowadzanie do czystek w redakcjach, które mącą spokój partii rządzącej tekstami o trotylu na wraku tupolewa.

Nie miejmy więc pretensji, że prokuratura wciąż nie chce ujawnić zapisu magnetofonowego jaka-40 z ostatnich chwil przed tragedią. Jako instytucja zajmująca się uspokajaniem nastrojów prokuratura nie może przecież dopuścić do kolejnej fali wzburzenia polskiej opinii publicznej. W tej sytuacji jest jasne, że prokuratura wolała - jak ustaliła „Gazeta Polska” - przesłać treść tego nagrania Rosjanom. Oni będą wiedzieli, jak dopasować je do zmanipulowanych wcześniej oficjalnych stenogramów. W końcu chodzi o to, by „nowotwór smoleński” - jak to finezyjnie ujął Waldemar Kuczyński, poplecznik prezydenta Komorowskiego - nie miał kolejnej pożywki.