Likwidacja „Uważam Rze” oznacza, że w konflikcie z opozycją władza postanowiła zwiększyć dawkę przemocy symbolicznej. Może to być, choć nie musi, alternatywa dla pomysłów użycia przemocy fizycznej. Chyba dlatego w niedzielę Niesiołowski, mówiąc jak zwykle o eliminacji PiS, odmieniał przez wszystkie przypadki określenie „kartka wyborcza”. A w poniedziałek prof. Czapiński potępiał polityczne konflikty i unosił się nad dobrem wspólnym. Centrala jakby uznała, że propaganda wystarcza do kontrolowania sytuacji i zamiast sięgania po inne środki, trzeba ją tylko zintensyfikować.

A więc przed pracownikami frontu ideologicznego stają jeszcze większe zadania, wymagające zdwojonego wysiłku. Nowych sensacji, wrzutek itp. – co właśnie widzimy. Żeby przekaz był spójny, z ekranu wyeliminuje się do reszty informacje merytoryczne i niewygodnych ekspertów, a tematy polityczne obuduje ramówką pozbawioną jakichkolwiek pobudzających do myślenia programów, np. historycznych.

Skutek będzie taki, że oglądalność jeszcze bardziej spadnie, a młodzi odbiorcy jeszcze szybciej sięgną po informacje z drugiego obiegu. Wszyscy prawdziwi dziennikarze już tam są.