Powiem szczerze, gdybym miał tak zamkniętą kafeterię kandydatów, to nie umiałbym wybrać ani najgorszego, ani najlepszego z nich. W zasadzie, aby podjąć decyzję, zostawałaby jedna rzecz – zdać się na los i rzucać kostką. Kandydaci na stanowisko szefa klubu pokazują jednak kilka zasadniczych kwestii. Po pierwsze, KO nie ma kadr.

Każdy z tych kandydatów ma na koncie afery lub wpadki. Po drugie, nie ma w opozycji rzeczy, która nie mogłaby skompromitować polityka. Sławomir Neumann, który rzygał Tczewem i klął na taśmach jak przysłowiowy szewc, może za chwilę wrócić w blasku chwały. W tym kontekście aż dziw, że nie startuje senator Stanisław Gawłowski. Po trzecie, KO nie ma żadnego pomysłu na dalsze istnienie ani zmianę wizerunku. Tymczasem żeby wygrać wybory za trzy lata, opozycja nie może trwać w swoich mentalnych okopach, lecz musi wyjść do wyborców, w tym do tych, którzy głosowali na Prawo i Sprawiedliwość. Żaden z kandydatów planowanych na szefa klubu KO się do tego nie nadaje.

Jednocześnie jest niemal pewne, że klub KO nie będzie przecież losować i wybierze osobę najmniej nadającą się na takie stanowisko. Najprawdopodobniej więc największe szanse mają Sławomir Nitras i Sławomir Neumann, bo przecież w sposób najbardziej finezyjny wyzywają PiS i wyborców prawicy. Zapętleni w nienawiści politycy PO nie są w stanie spojrzeć krytycznie na swoją formację. No ale w sumie to nie nasz problem. Każdy ma takiego szefa, na jakiego zasługuje.