Elżbieta Granowska pochodziła z bardzo poważanego rodu i swego czasu była najlepszą panną na wydaniu w całym kraju. Ogromny majątek pozostawił jej ojciec – Otton z Pilczy, doradca Kazimierza Wielkiego, od którego za wierną służbę otrzymał m.in. posiadłości łańcuckie. Z kolei matka Elżbiety Jadwiga Melsztyńska dostąpiła zaszczytu bycia matką chrzestną litewskiego księcia – przyszłego króla, który przyjął na chrzcie imię Władysław. Nie wiadomo, czy to wtedy Jagiełło po raz pierwszy spotkał Elżbietę, ale na pewno sakrament ten spowodował, że zgodnie z prawem kanonicznym zostali duchowym rodzeństwem, co uniemożliwiało ich ewentualne małżeństwo. Jednak wówczas nikt o tym nie myślał, bo Litwin miał wkrótce poślubić Jadwigę Andegaweńską i objąć tron Rzeczypospolitej. 

Trzy lata później panna, słynąca z ogromnej urody i wielkiego majątku, została porwana wraz z matką przez Wisła Czambora, właściciela zamku w Pilicy. Praktyka porwań dla zawarcia małżeństwa nie była w tamtych czasach niczym dziwnym, ale Czambor uwikłał się przy tym w rozgrywki polityczne między królem czeskim, krzyżakami, władcą Mazowsza a królem Polski i wkrótce został uwięziony. Wykorzystał to pochodzący z Moraw Jan z Jičina, syn doradcy Kazimierza Wielkiego. Wywiózł Elżbietę ze Śląska, a zamknięty Wiseł mógł tylko wściekać się i grozić na odległość. Szybko więc „wyszedł za kaucją”, czyli wpłacił za siebie okup, i ruszył po swoją małżonkę. Jan nie czekał bezczynnie, za zgodą i wiedzą króla zastawił w Krakowie pułapkę na zazdrosnego męża. Kiedy pewnego dnia Czambor wychodził z łaźni został przeszyty strzałami przez dwunastu kuszników, a Elżbieta… została żoną Jana. Niestety rok później jej drugi mąż zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach i znów „duchowa siostra” Jagiełły została sama. Mimo posiadanego majątku nie było wielu chętnych do jej ręki, ale po kilku latach Elżbieta ponownie wstępuje w związek małżeński z niejakim Wincentym Granowskim, kasztelanem nakielskim. Para uchodzi za szczęśliwą, on przyjmuje jej nazwisko i nazywa się teraz Wincenty Pilecki, ona zaś jego i występuje w historii jako Granowska. Doczekują się piątki dzieci: Jadwigi, Ottona, Elżbiety, Jana i Ofki. Nadciąga lipiec 1410 roku i Wincenty staje u boku króla na polach Grunwaldu. Walczy tak dzielnie, że otrzymuje od władcy miasto Toruń. To prawdopodobnie ściąga na niego gniew Krzyżaków, którzy pozbywają się go za pomocą trucizny.

Elżbieta zostaje sama, wychowuje dzieci i zarządza majątkiem, przyjaźni się też z siostrą Jagiełły – Aleksandrą. Mija siedem lat, król po raz drugi zostaje wdowcem, wciąż nie ma męskiego potomka, a 70 wiosen na karku nie czyni z niego najbardziej poszukiwanego męża wśród rodów panujących. W styczniu podczas podróży po kraju zatrzymuje się u siostry w Lubomli i tam prawdopodobnie zakochuje się z wzajemnością w swej „duchowej siostrze”, która właśnie dobiega pięćdziesiątki. I tak, ci niemłodzi już ludzie, obiecują sobie wspólną przyszłość i miłość aż po grób. Długosz napisał z niesmakiem „nie sromał się król tak dostojny brać za żonę kobietę suchotami wyniszczoną i swoją poddankę, wdowę po trzech mężach, zwiędłą i podstarzałą…”.

Najpierw trzeba jednak po raz kolejny prosić papieża o zgodę, którą jak wiemy dostają z zastrzeżeniem, że król już nie będzie się więcej żenił, zastrzeżenie to zostało zresztą oficjalnie zapisane w dokumentach soborowych. 1 maja 1417 roku Jagiełło zwołuję radę królewską do Sanoka i tam oznajmia, że zamierza się ożenić z Elżbietą. Rada jest oburzona, ale Władysław nie ustępuje i chcąc nie chcąc doradcy muszą wyrażić zgodę. Już następnego dnia w parafialnym kościele ślubu „młodej” parze udziela arcybiskup lwowski Jan Rzeszowski. Elżbieta zostaje też, nie bez sprzeciwów, koronowana na królową Polski. Prawie wszyscy są jej niechętni – Witold nienawidzi bratowej, możnowładcy są zdegustowani, że nie pochodzi z rodu królewskiego, niemal nikt nie rozumie, dlaczego Jagiełło wybrał starszą kobietę po przejściach, Długosz pisze złośliwe tyrady, „ubaw” mają Krzyżacy, którzy rozpowiadają o szalonym czynie króla na soborze w Konstancji. Tymczasem, jak wynika z przekazów Elżbieta towarzyszy w podróżach i ważniejszych politycznych decyzjach męża, wspiera też datkami Akademię Krakowską. Niestety coraz bardziej podupada na zdrowiu, no i nie daje upragnionego przez wszystkich potomka. Umiera 12 maja 1420 roku w Krakowie ku rozpaczy Jagiełły i radości dworzan. Ponoć cieszono się otwarcie, nie zważając na żałobę króla, jak zapisał Długosz „wszyscy przytomni, tak duchowni jak i świeccy, objawiali radość niezwykłą, wszyscy w świąteczne szaty przybrani, śmiali się i cieszyli w czasie pogrzebu”. Stanisław Ciołek, sekretarz kancelarii króla, układa naprędce „Paszkwil łaciński prozą na królową Elżbietę (Granowską), w formie bajki” obrażając w nim pamięć zmarłej, za co zostaje natychmiast zwolniony.

Królową Elżbietę pochowano w Kaplicy Mariackiej na Wawelu. Ponad wiek później Anna Jagiellonka wybrała to miejsce na spoczynek Stefana Batorego i rozkazała przenieść szczątki Elżbiety. Marcin Bielski odnotował wówczas w kronice, że po otworzeniu trumny „wyjęto jej kości (…), po których znać jeszcze było, że to białogłowa musiała bydź subtelna i cudna”. Niestety nie zapisano nigdzie, gdzie pochowano królową, którą tak bez przyczyny znienawidzili wszyscy.