Nieznany jest wynik badania u pięciu członków załogi, w ich przypadku test musi zostać powtórzony.

Spośród 33 zakażonych osób, cztery od piątku przebywają z objawami chorobowymi w Szpitalu Uniwersyteckim w Tromsoe. Poczuli się oni źle już w trakcie rejsu, podczas którego zostali odizolowani.

Statek znajduje się obecnie przy nabrzeżu w Tromsoe, a 177 pasażerów opuściło pokład. Większość została objęta domową kwarantanną, a 60 innych izolowanych osób jest pod opieką gminy Tromsoe. Nie ma informacji o zakażeniach wśród pasażerów.

Według norweskiej gazety "VG" przedsiębiorstwo Hurtigruten na początku tygodnia zostało poinformowane, że na pokładzie statku podczas wcześniejszego rejsu przebywał pasażer, u którego potwierdzono zakażenie SARS-CoV-2, ale sygnał ten zignorowano. "Mogliśmy zrobić inaczej" - oświadczył w rozmowie z "VG" prezes Hurtigruten Daniel Skjeldman.

Armator kontaktuje się obecnie z 209 pasażerami, którzy płynęli statkiem w dniach 17-24 lipca. Według norweskich służb epidemicznych powinni oni również zostać objęci kwarantanną i poddani testom.

Przedstawiciel Hurtigruten, Tarjei Kramviken przekazał PAP, że na pokładzie nie było nikogo z Polski.

Wycieczkowiec Roald Amundsen miał w piątek po południu wypłynąć z Tromsoe do norweskiego archipelagu w Arktyce Svalbardu. Statek został odizolowany w porcie w Tromsoe, będzie poddany dezynfekcji i nie wypłynie w kolejne rejsy aż do jesieni.