Towarzysz Aleksander Kwaśniewski, ówczesny prezydent RP, mówił o AL jako o „największej konspiracyjnej organizacji wojskowej”, której kombatanci poświęcili życie „ideałom wolności i niepodległości Rzeczypospolitej” i powinni być „dla młodego pokolenia przykładem patriotycznej postawy wobec Ojczyzny”. Do swoich czerwonych kompanów przemawiał towarzysz generał Wojciech Jaruzelski: „Reprezentujecie środowisko zasłużone w walce z faszyzmem, w wyzwoleniu Polski od hitlerowskiego okupanta. Bitwy, potyczki, akcje Armii Ludowej zapisały się chlubnie w dziejach polskiego ruchu oporu [w okupowanej Polsce nie było czegoś takiego, istniało Polskie Państwo Podziemne, z największą siłą – Armią Krajową]”. Tow. Leszek Miller, wówczas premier, podkreślał „dorobek AL” jako „dług do spłacenia przez następne pokolenia”. A tow. Krystyna Łybacka, minister edukacji, zagrzewała do „wychowania patriotycznego młodzieży oraz upamiętnienia w świadomości społeczeństwa doniosłego znaczenia Armii Ludowej”. Zdaniem tow. Józefa Oleksego AL-owcy „walczyli i cierpieli w walce o wolność naszej Ojczyzny”. Dla tow. Jerzego Jaskierni ta walka była „bohaterska” i „heroiczna”. A tow. Piotr Gadzinowski, autor gadzinówki „NIE”, przekonywał, że dzięki AL-owcom „nasz kraj został wyzwolony spod okupacji hitlerowskiej, a w konsekwencji żyjemy teraz w wolnym, niepodległym i suwerennym państwie”. W okolicznościowej broszurze o „zaangażowaniu polskiej lewicy w walkach z hitleryzmem” pisał tow. płk Jan Ptasiński (w czasach stalinowskich wiceminister bezpieki), a o konieczności „demaskowania fałszerstw prawicowej propagandy i przeciwdziałaniu kampanii oszczerstw” przekonywał tow. prof. płk Ryszard Nazarewicz (w stalinizmie wiceszef stołecznego UB). Te wszystkie wypowiedzi chyba najlepiej świadczą o tym, że nazwę alei Armii Ludowej trzeba czym prędzej zlikwidować.