Świętej pamięci prababka Julianna, urodzona w roku 1905, narzekała na nędzę panującą w zaborze rosyjskim i podczas dwóch wojen światowych, a jej córka, a moja babcia Zosia – rocznik 1927 – wspominała mizerię okresu niemieckiej okupacji i tę późniejszą, bierutowską, także. Szanowny mój Ojczulek, Panie, świeć nad jego duszą, prawiąc mi morały, stawiał siebie za wzór dzielności i przywoływał swoje nadzwyczajne dokonania szkolne z czasów, gdy towarzysz „Wiesław” wygrażał imperialistom pięścią z trybuny.

Pomysł mędrca z Chobielina

Dziś, jako dojrzały mężczyzna ze skronią przyprószoną siwizną, z uśmiechem odtwarzam w pamięci tamte tatowe utyskiwania, zastanawiam się nad upływającym czasem, bardzo chwalę sobie surowość życia i twardą dyscyplinę, którą mi narzucono, ale pomimo solennych, złożonych w przeszłości obietnic, że nie pójdę w ślady przodków w sferze narzekania, z niepokojem obserwuję przemiany społeczne, zachodzące w ostatnim okresie. Obawiam się, że poszczególne państwa i organizacje międzynarodowe straciły lub właśnie tracą sterowność oraz nastąpił poważny kryzys przywództwa, będący następstwem pośledniości elit. W sposób szczególny dotknęło to Stary Kontynent i obecnie nie może być już mowy o jakiejkolwiek konfrontacji z rosnącą w siłę Azją, ponieważ czas czynów został wyparty przez czas bezowocnych debat.

Czas bezowocnych debat charakteryzuje mnogość dźwięków wydobywających się z głośników odbiorników radiowych, wieloraka kolorystyka świateł emitowanych przez ekrany telewizorów, a także opasłość szpalt tytułów prasowych, przywołujących mniej lub bardziej głupie wypowiedzi polityków. Problem w tym, że lwia część owych enuncjacji nie znajduje najmniejszego nawet odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Czekają Państwo na przykład, prawda? Służę uniżenie! Pod koniec drugiej dekady listopada 2019 r. w jednym z niemieckich tytułów prasowych ukazał się obszerny wywiad z polskim eurodeputowanym Radosławem Sikorskim. Były szef nadwiślańskiej dyplomacji poruszył w nim kilka wątków, ale dla mnie najważniejsza okazała się sprawa bezpieczeństwa, również omówiona przez eksministra obrony w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego. Panu Sikorskiemu udało się mnie zaskoczyć, wyartykułował on bowiem ideę utworzenia legionu europejskiego – formacji, której nazwa bardziej kojarzy mi się ze starożytnym Rzymem niż ze współczesnymi działaniami zbrojnymi. Na szczęście pan Radosław doprecyzował, że owa międzynarodowa jednostka nie będzie się składała z mitycznych triarii, a będzie nią – przynajmniej w początkowym okresie – niższy związek taktyczny w sile brygady.

Słowa, słowa, słowa

Brygada wojskowa to masa ludzi i sprzętu, dowodzona przez oficera w randze jednogwiazdkowego generała. Może się ona  składać z dwóch batalionów czołgów i jednego zmechanizowanego – wówczas mówimy o brygadzie pancernej – lub z dwóch batalionów zmechanizowanych i jednego czołgów – wtedy mamy do czynienia z brygadą zmechanizowaną. Do tego dochodzą pododdziały artyleryjskie, przeciwlotnicze, saperów, logistyczne i wiele innych. Złożony, nasycony skomplikowaną techniką organizm, wymagający od kierujących nim ludzi najwyższego żołnierskiego kunsztu, wiedzy, opanowania, odwagi i determinacji. Dlaczego tak szczegółowo rozróżniłem rodzaje brygad? Dlatego że ta pancerna, silniejsza, posiadająca więcej czołgów, używana jest najczęściej podczas natarcia, a zmechanizowana, nieco słabsza, w obronie. Oksfordczyk nie określił nawet najogólniejszych zadań, jakie „legion brygadowy” miałby wykonywać, dlatego założę się o każde pieniądze, że żaden poważny znawca sztuki operacyjnej nie podjął najmniejszej próby opracowania struktury takiej formacji. Europoseł wskazał natomiast, i to w sposób bardzo precyzyjny, kto mógłby szkolić wojsko.

Szkolić wojsko, zgodnie z koncepcją Radosława Sikorskiego, miałaby francuska Legia Cudzoziemska. Nie wiem, skąd w głowie chobielińskiego dżentelmena wziął się ów pomysł, ale jednoznacznie wskazuje, że ma on bardzo blade pojęcie o zasadach działania armii. Podstawowym modułem kalkulacyjnym, będącym w stanie wykonać zadanie bojowe, jest batalion, dlatego słuszne byłoby, aby pododdział taki był ujednolicony narodowościowo, a przynajmniej regionem kontynentu. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić, że brygada europejska będzie wcielała świeżego rekruta i budowała wszystkie umiejętności od podstaw. Jeśli więc przyjmiemy, że batalion będzie zunifikowany narodowością żołnierzy, w pełni wyposażony i otrzyma odpowiednie certyfikaty, to mnie trudno znaleźć powód, dla którego polskiego podpułkownika, doświadczonego czołgistę miałby dodatkowo szkolić Francuz, a żołnierzy jakiś obieżyświat przybyły wprost z Gujany Francuskiej, być może rosyjskiego pochodzenia, który do tej pory gonił Indian po dżungli i marzył o zmianie pieskiego losu. Taki patent mógł zaproponować tylko kompletny dyletant albo osoba wiedząca, że na wypowiadanych słowach wszystko się zacznie i skończy. Można jednak wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski, pozwalające ocenić kompetencje mówiącego.

Róbmy swoje

Ocena kompetencji mówiącego, przynajmniej ta moja, osobista, jest jak najgorsza. Zastanawia mnie, co powoduje ludźmi będącymi w stanie wygadywać podobne rzeczy bez jakiegokolwiek przygotowania merytorycznego i samokrytycyzmu w stosunku do własnej wiedzy oraz umiejętności? Radosław Sikorski podkreślał kilkukrotnie, że do działań na tej niwie będzie zachęcał Ursulę von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej, byłą szefową resortu obrony w rządzie Angeli Merkel, znaną głównie z tego, że za jej ministrowania Bundeswehra osiągnęła dolny poziom stanów niskich swojej degrengolady. W podstępnym mym mózgu kiełkuje właśnie myśl, że Niemka nie byłaby w stanie zapanować nad drużyną obierającą ziemniaki w kuchni żołnierskiej, a nasz bohater ględził coś o budowaniu przez nią brygad wielonarodowych. Tutaj nie może być żadnej niespodzianki.

Niespodziankę zrobił wszystkim Donald Trump, zapowiadając wycofanie części sił armii Stanów Zjednoczonych z Niemiec. Do tego musiało wreszcie dojść, ponieważ żadne prośby zza oceanu nie trafiały do Frau Bundeskanzlerin i nie mogły jej zmusić do zwiększenia wydatków na obronność. 45. prezydentowi USA zabrakło w końcu cierpliwości i ogłosił, że 9,5 tys. żołnierzy zostanie dyslokowane w inne miejsca. Problem w tym, że nie określił dokładnie, dokąd zostaną oni wysłani, co natychmiast dało pole do spekulacji. Przed rodzimą dyplomacją stoi ogromne zadanie ściągnięcia jak największej liczby ludzi i sprzętu na terytorium Polski. Nasze położenie nie pozwala nam lekceważyć spraw związanych z obronnością, a Europa, kierowana przez oderwanych od rzeczywistości stupajów, nie jest w stanie zbudować niczego własnego, co potwierdziły dobitnie wywody Sikorskiego. Musimy być bezpieczni, dlatego potrzebujemy u siebie amerykańskich baz. Róbmy swoje i nie oglądajmy się na innych, bo oni mają teraz czas bezowocnych debat.
Howgh!

Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Samotnik. Nałogowy kawosz i czytacz politycznych newsów. Imię i nazwisko do wiadomości redakcji.