Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby 12 lipca zwyciężyła Polska biało-czerwona, a nie tęczowa? Wbrew pozorom nie zdecydują głosy wyborców Szymona Hołowni. Trudno przypuszczać, aby tu pojawiły się jakieś niespodziewane przepływy głosów na rzecz Andrzeja Dudy. Zresztą można przypuszczać, że i bez błogosławieństwa „niezależnego” kandydata dla Trzaskowskiego w dużej części wyborcy Hołowni poprą kandydata KO.

Niewiadomą pozostaje to, na ile Trzaskowskiemu uda się ich zmobilizować do wyjścia z domu. Skoro głosowali na kandydata „niezależnego” właśnie dlatego, że jawił się on jako osoba spoza układu, deklarował, że chce przełamać utrwalony od dawna układ sił na arenie politycznej, to ich liczny udział w dogrywce jest wątpliwy.

Przekonać wyborców Bosaka

Dla urzędującego prezydenta bardziej strategiczne, wręcz kluczowe, może być przekonanie tych, którzy oddali głos na młodego polityka Konfederacji. Krzysztof Bosak już zapowiedział, że nie poprze żadnego z kandydatów, choć w sferze ideologicznej Andrzej Duda nie jest od niego tak odległy.

Tego nie można powiedzieć o Rafale Trzaskowskim, który w stosunku do Bosaka jest na przeciwległym biegunie świata wartości. Ochrona życia, LGBT, polityka migracyjna itp. – to punkty, w których stanowiska prezydenta i Krzysztofa Bosaka są zbliżone.

Kandydat Konfederacji przed wyborczą dogrywką przyjął dość osobliwą strategię, traktując obu rywali podobnie. Nie zapomniał chyba, że jego środowisko często przez kolegów Trzaskowskiego zrównywane było z faszystami. Trudno racjonalnie wytłumaczyć postawę polityka Konfederacji, który zdaje się lekceważyć niebezpieczeństwo światopoglądowej rewolucji, która mogłaby się dokonać, gdyby prezydentem został sojusznik LGBT. Może się okazać, że bardziej przenikliwi od Bosaka okażą się jego wyborcy i w znacznej części poprą polityka gwarantującego utrzymanie wizji Polski opartej na szacunku do tradycji, wartości rodziny, Polski, która dba o swoją podmiotowość.

Część komentatorów zwraca uwagę, że dotarcie do wyborców Krzysztofa Bosaka wymaga od Andrzeja Dudy zmiany języka. Jednak nie może on przesadzić w zabiegach o najmłodszy elektorat, to mogłoby bowiem spowodować, że odwrócą się od niego bardziej umiarkowani zwolennicy. Zbyt radykalny przekaz mógłby odebrać politykowi z Krakowa poparcie tej części prawicowego elektoratu, która ceni go właśnie ze względu na umiar, wyważenie, spokój. Tym, co odciąga dużą część wyborców od polityków Konfederacji, jest postrzeganie ich jako radykałów, polityków nieprzewidywalnych, używających konfrontacyjnego języka.

Zmodyfikować narrację

Przed I turą wyborów urzędujący prezydent przyjął strategię podkreślania sukcesów socjalnych obozu Zjednoczonej Prawicy. Często w wystąpieniach mówił o programie 500+, obniżeniu wieku emerytalnego, trzynastej emeryturze, wyprawce dla uczniów, co na tym etapie się sprawdziło. Wielu komentatorów daje do zrozumienia, że przez najbliższe 10 dni prezydent powinien nieco zmodyfikować przekaz, nieco inaczej rozłożyć akcenty między mówieniem o sukcesach z przeszłości a wizją na przyszłość.

Przed wyborczą dogrywką Andrzej Duda będzie musiał utrzymać równowagę między bardziej radykalnymi zwolennikami a elektoratem centrowym. Już w trakcie jego przemówienia po wynikach exit poll było słychać, że pojednawczy ton w stosunku do politycznej konkurencji nie zawsze spotyka się z aprobatą własnych wyborców. Przy podziękowaniach dla Rafała Trzaskowskiego słychać było wśród sympatyków głowy państwa gwizdy.

Z pewnością błędem byłaby strategia konfrontacji, atakowania konkurenta, jego sztab nie powinien szukać haków na Trzaskowskiego. Polacy źle odbierają język nasycony agresją, ataki na rodzinę itp. To przestroga nie tylko dla sztabowców Andrzeja Dudy, lecz także części mediów, które takimi atakami mogą prawicowemu kandydatowi wyświadczyć niedźwiedzią przysługę.

Odsłonić prawdziwą twarz

Jednym z kluczy do reelekcji wydaje się ukazanie prawdziwej twarzy Rafała Trzaskowskiego, jego zdemaskowanie. To może mieć kluczowe znaczenie dla wyborców, którzy w I turze poparli innych kandydatów, albo niezdecydowanych. To zasługa specjalistów od wizerunku, którzy schowali niewygodne fakty, poglądy, wypowiedzi prezydenta Warszawy.

Rafał Trzaskowski wezwał swojego kontrkandydata do debaty, ale część ekspertów twierdzi, że w gruncie rzeczy będzie unikał bezpośredniego starcia. Dyskusja z możliwością zadawania przez konkurenta pytań i dokonywania ripost może obnażyć niespójność kandydata KO.

O wyniku wyborów może zadecydować kształt debaty publicznej w naszym kraju. Można się spodziewać ogromnej mobilizacji środowiska celebrytów, aktorów, ludzi kultury, którzy odkrywają w sobie misję ratowania Polaków przed złym prezydentem. Jak grzyby po deszczu zamieniają się w domorosłych publicystów, którzy na nieszczęście swoje i środowiska, w imieniu którego występują, zazwyczaj swoimi wypowiedziami szkodzą nie tym, których atakują, ale partyjnym idolom. Im więcej w mediach będzie Jandy, Damięckiego i spółki, tym większa szansa na klęskę kandydata opozycji.

W powyborczym przemówieniu Rafała Trzaskowskiego usłyszeliśmy, że wyborcza dogrywka będzie starciem między Polską otwartą, uczciwą, szukającą porozumienia, spoglądającą w przyszłość a Polską wrogości, konfliktu, manipulacji, ciągłego patrzenia wstecz. To ma się nijak do rzeczywistości, podobnie jak nijak do rzeczywistości miały się słowa kandydata opozycji, który mówiąc o wspólnocie, dzielił Polaków na lepszych i gorszych.

Prawdziwy wybór 12 lipca będzie dotyczył kształtu Polski. To będzie wybór między prezydentem z krwi i kości, patriotą, który broni tradycyjnych wartości, rodziny, słabszych, a kandydatem plastikowym, wytworem marketingowym, który dzieli Polaków, troszczy się głównie o prawa mniejszości i zmienia poglądy w zależności od potrzeby chwili.