Wiem, że kampania wyborcza nie polega na roztrząsaniu złożonych problemów, tylko na mobilizowaniu sympatyków i pozyskiwaniu niezdecydowanych. Nikt nie lubi złych wieści, tym bardziej posłańca przynoszącego katastroficzne prognozy. Program 500 plus nie przyniósł trwałej poprawy. Jak dotąd żaden europejski kraj nie znalazł recepty, jak zatrzymać spadek urodzeń. Zamożniejsi od nas, choć przeznaczają ogromne środki i mają więcej żłobków, nie radzą sobie z kryzysem urodzeń. Problem zatem jest złożony, a światopogląd i kultura mają tu kluczowe znaczenie. Wprawdzie Andrzej Duda zapowiedział ochronę dzieci przed ideologią LGBT i wyraził sprzeciw wobec tzw. małżeństw jednopłciowych, lecz nie przekuł tego w pozytywny komunikat dotyczący demografii. To błąd. Zachęcenie młodych Polaków do odwagi tworzenia licznych rodzin winno być wielką ogólnonarodową ideą odbudowy siły i znaczenia Polski. Programy materialnego wsparcia, świadczenia, zasiłki – są OK, ale kształtują w ludziach poczucie, że im się należy. Żeby odwrócić katastrofę populacyjną, konieczna jest zmiana paradygmatu kulturowego. Nie konsumpcja, egoizm, wygoda. Nie branie, grabienie pod siebie. Tu chodzi o tworzenie, budowanie, o dar z siebie – gotowość podjęcia trudu budowania licznej rodziny. Ofiarność, wyrzeczenie, rezygnacja z komfortu mogą być motywowane tylko wielką ideą. Polska stoi wobec śmiertelnego zagrożona, rozłożonego wprawdzie na kilka pokoleń, więc mało zauważalnego. Tu nie chodzi o rynek pracy czy o załamanie się systemu emerytalnego. Tu chodzi o istnienie narodu z jego kulturą, tożsamością. Za Polskę ginęli bohaterowie narodowej sprawy, nie po to, byśmy teraz sami się unicestwili.