Prof. Kik ocenił możliwości mobilizacji elektoratu przed drugą turą i tłumaczył, czy sytuacja powodziowa na Podkarpaciu miała wpływ na wynik Andrzeja Dudy.

Myślę, że gdyby nie powodzie, to ta frekwencja byłaby jeszcze wyższa, bo to jest to najbardziej propisowskie województwo w Polsce. Musimy pamiętać, że w pierwszej turze tych wyborów tam, gdzie były większe wpływu PiS-u, była mniejsza frekwencja. Mam takie porównanie pomiędzy mazowieckim a świętokrzyskim. W mazowieckim wyniosła ona 68 procent, a w świętokrzyskim 58 procent. To jest 10 procent różnicy. Frekwencja niższa niż przeciętna była na przykład na Podlasiu, a jest ono też pisowskie. Taka sama sytuacja w warmińsko-mazurskim i świętokrzyskim. Oczywiście dość duża frekwencja była w Małopolsce, dość wysoka na Podkarpaciu

- zwrócił uwagę prof. Kik.

Myślę, że jeżeli chodzi o drugą turę pewien zapas, pewna moc mobilizacyjna jest w takich województwach jak podlaskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie i mimo wszystko podkarpackie. Frekwencje wyższe były w tych regionach, które są proplatformiane

- podkreślił politolog.

Jeżeli chodzi o podkarpackie to mamy do czynienia ze słabszą niż zazwyczaj mobilizacją elektoratu. Dodatkowo tam jakiś wpływ miały te podtopienia, ale myślę, że potencjał zostaje w tych regionach. Myślę, że PiS powinien skupić się na zwiększeniu mobilizacji w swoich regionach, chociaż musimy pamiętać, że Duda wygrał w trzynastu województwach. Tylko w trzech wygrał Trzaskowski. Krótko mówiąc, potencjał leży po stronie Dudy, ale wszystko zależy od frekwencji i struktury tej frekwencji w drugiej turze. Jeżeli PiS przyciśnie moc mobilizacyjną w swoich obszarach, to może to być naprawdę duży potencjał

- dodał prof. Kazimierz Kik.