Jak podkreślili analitycy PIE, aplikacje monitorujące kontakty społeczne mogą być skuteczne tylko wtedy, gdy korzysta z nich znaczna część społeczeństwa.

Szacuje się, że jest to od ok. 60 proc. do nawet 86 proc. całej populacji.
- napisali na łamach „Tygodnika Gospodarczego PIE”, powołując się na badania brytyjskie. Dodali, że jeśli 60 proc. osób korzysta z aplikacji służącej do monitorowania kontaktów społecznych, to za jej pomocą identyfikowane jest 36 proc. spotkań mogących skutkować zarażeniem.

Skuteczność w przypadku tych szacunków oznacza ograniczenie rozprzestrzeniania się pandemii bez konieczności stosowania dodatkowych środków w postaci zamykania gospodarki, choć nie bez działań towarzyszących, jak chociażby duża skala testowania na obecność wirusa.
- podkreślili.

Zwrócili jednak uwagę, że dotąd w żadnym kraju wykorzystującym aplikację nie udało się osiągnąć wymaganego progu. Na przykład w Singapurze aplikację ściągnęło ok. 25 proc. osób, w Norwegii 20 proc., a największym sukcesem może pochwalić się Islandia, gdzie odsetek ten wynosi 40 proc.

Eksperci podkreślili, że również w Polsce warunkiem skuteczności aplikacji jest zainstalowanie jej przez możliwie jak największą liczbę obywateli. W naszym kraju są 32 miliony osób powyżej 15. roku życia. By osiągnąć próg 40 proc. program musiałoby ściągnąć prawie 13 mln Polaków. Próg 60-procentowy osiągniemy, jeśli aplikacji użyje prawie 20 mln użytkowników, a 80-proc. wymaga zainstalowania jej przez 25,5 mln.

Należy wziąć pod uwagę, że w Polsce smartfona ma 75,6 proc. osób w tej grupie wiekowej, co daje 22,5 mln. użytkowników. Uwzględniając te dane, osiągnięcie 40-proc. progu wymagałoby zainstalowania aplikacji przez 57 proc. posiadaczy smartfonów w Polsce, próg 60-proc. osiągnęlibyśmy, rozpowszechniając aplikację wśród 85 proc. tej grupy, a progu 80-proc. nie możemy osiągnąć przy obecnej liczbie użytkowników smartfonów.

Według ekspertów sama aplikacja zatem nie wystarczy.

Trzeba pamiętać, że jest i będzie tylko narzędziem wspomagającym inne działania.
- zaznaczyli.

Przypomnieli, że w Polsce udaje się obecnie zdejmować ograniczenia gospodarcze bez rozbudowanej instytucji śledzenia kontaktów, choć na ponad miesiąc wprowadzone zostały daleko idące restrykcje.

Jeśli na jesieni przyjdzie zapowiadana przez wielu ekspertów druga fala zakażeń, to sama aplikacja nie uchroni nas raczej przed kolejnym zatrzymaniem gospodarki, może jedynie złagodzić zakres ograniczeń lub skrócić jego trwanie.
- podsumowują analitycy.