Choć w "Bez dogmatu" Sienkiewicz nie daje pełnego popisu swoich umiejętności, tworzy powieść, która w swoich czasach wywołuje niemałą aferę.

Oto - wzbudzając wyjątkowo burzliwą dyskusję zarówno o moralności samej w sobie, jak i jej braku - niesłychanie trafnie diagnozuje pewne mechanizmy, które odarte z szaty szlachetności (powieść pisana jest w formie pamiętnika) ujawniają przy okazji słabostki samych czytelników. 

O czym jest?

On - Leon Płaszowski - młody, oczytany, patrzący na świat analizującymi oczami filozofa, dumny z powątpiewania o wszystkim. 

Ona - Aniela P. - pełne dobroci, wyrozumiałości, wewnętrznego i widzialnego piękna dziewczę ofiarujące swe serce Płaszowskiemu.

A pomiędzy nimi: koszmarne skutki nieodpowiedzialności w słowach i czynach, konsekwencje pochopnych decyzji czy braku zdecydowania i zrozumienia życiowych celów; przede wszystkim jednak... związek z kimś innym.

Historia, jakich tysiące, nic specjalnego. A jednak. 

Nad tą pozycją warto się pochylić nie dlatego, że opowiada o miłości (będącej jedynie pretekstem do ukazania stanów psychicznych bohatera i autoanalizy jego przeżyć) czy stara nakreślić portret XIX-wiecznych zawiłości społeczeństwa, w którym wartości moralne przestają znajdować się na odpowiednich miejscach i któremu zwyczajnie brakuje celowości życiowych dążeń, ale dlatego, że w dorobku autora nie ma sobie podobnych.

Różna od swojej poprzedniczki ("Na marne" - pierwszej wydanej powieści Sienkiewicza) i oddzielona od niej najwybitniejszą w dorobku autora "Trylogią", aspiruje do powieści psychologicznej. I choć może nie do końca idealnie jej się to udaje (zwłaszcza, gdy zestawić ją z powieściami mistrzów gatunku, jak F. Dostojewski, czy H. Balzac), zdecydowanie warto to sprawdzić samemu.

Zwłaszcza, że dla wielu młodych ludzi XIX-wiecznej rozbiorowej Polski właśnie "Bez dogmatu" - wywołujące skandal przez brak jednoznacznego potępienia haniebnych postępków głównego bohatera - było diagnozą całego pokolenia.

No i nie brakuje w niej takich, jak te, perełek:

Nasze dusze mają pełno gotyckich strzelistości i załamań, których się nigdy nie pozbędą, a których nie miały dusze greckie. Nasze piętrzą się instynktownie ku górze, ich - rozciągały się z pogodą i prostotą nad ziemią. Ci z nas, w których kołacze się silniej niż w innych duch Hellady, potrzebują wprawdzie piękności do życia i poszukują jej skwapliwie, ale i ci jednak bezwiednie żądają, by Aspazja miała oczy Beatrycze Dantego.

Skoro w rzeczywistości istnieją takie uczucia i stosunki, jak brata i siostry, to mogą mieć one zawsze miejsce, gdy dwie istoty, choćby obce, poczują się bratem i siostrą (...) Zdolnością do tego rodzaju uczuć odznaczają się dusze wyborowe, mające wrodzony pociąg do platońskich biesiad, zatem dusze poetów, artystów, filozofów i w ogóle istot przechodzących zwykłą krawiecką miarę.

Jeśli ślepy, potknąwszy się o kamień, upada na drodze, przeklina zawsze kamień, choć w istocie upadł dlatego, że był ślepy.