W liście skierowanym do ludzi kultury zachęcał ich Pan do tego, aby stali się wzorem dla społeczeństwa, „jak w poczuciu obywatelskiej odpowiedzialności za wspólny los sprostać dramatycznemu wyzwaniu, wobec którego wszyscy stoimy”. Czy w Pana opinii środowisko podjęło to wyzwanie?

Z dzisiejszej perspektywy oceniłbym, że ludzie kultury na ogół stanęli na wysokości zadania. Po pierwszych, niekiedy przerysowanych reakcjach przyszły refleksja i zrozumienie. Wiele autorytetów tego środowiska uznało, że wobec sytuacji, z którą się mierzymy, osobiste niedogodności mogą zejść na dalszy plan. Wielu artystów, celebrytów, twórców stało się samoistnymi ambasadorami akcji #ZostańwDomu, zachęcając do zachowania dystansu społecznego i dając przykład tego, że nawet w takich warunkach można realizować swoją twórczą aktywność, potrzebę kontaktu z publicznością. Domowe koncerty, czytania książek dla dorosłych i dzieci czy sztuk teatralnych w internecie – to tylko najbardziej powszechne i dobre przykłady, że w trudnych sytuacjach na ludzi kultury można liczyć.   

Zamknięcie instytucji i odwołanie wydarzeń artystycznych spowodowało, że sztuka w dużej mierze przeniosła się do internetu. Online odbywają się koncerty, wystawy czy spektakle teatralne. Powstały też oddolne inicjatywy pomocy twórcom. Jak Pan ocenia te działania? 

Paradoksalnie w tej trudnej sytuacji okazało się, jak ważną sferę w naszym życiu zagospodarowuje kultura. W mediach społecznościowych krąży mem, który w ironiczny sposób zachęca do wyobrażenia sobie kwarantanny bez książek, telewizji, muzyki, bez dostępu do kultury. Prawda, że to straszna wizja świata w zamknięciu? Dodatkowo internet sprawia, że mamy na wyciągniecie ręki, na kliknięcie najwspanialsze muzea, teatry czy opery. Wolny czas – w przypadku tych, którzy rzeczywiście go mają – zachęca do skorzystania z tej oferty. 

Także Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego bardzo szybko włączyło się w promowanie kultury w internecie. Na naszej stronie internetowej pojawiła się specjalna zakładka, gdzie umieszczamy linki do instytucji udostępniających w tej formie swoje zasoby, codziennie przybywa kilka, kilkanaście nowych. O najciekawszych inicjatywach informujemy w naszych mediach społecznościowych, informacje przekazujemy również mediom tradycyjnym. 

Korzyści z tych działań są niezaprzeczalne – wiele osób dowiaduje się o dostępności sztuki i kultury w sieci, uczy się z niej korzystać. Dzięki temu, być może, po zakończeniu stanu epidemii będą chcieli doświadczyć bezpośredniego kontaktu ze sztuką i trafią do naszych instytucji kultury. Z drugiej strony aktywność artystów i twórców, uświadomienie odbiorcom znaczenia kultury w ich codziennym życiu sprawiają, że trochę łatwiej jest pomagać ludziom kultury, że ta pomoc znajduje większe zrozumienie.

Ponadto w nieco wymuszony i przyspieszony sposób będzie się dokonywała zmiana sposobu odbioru kultury – instytucje i twórcy już mogą wpisać internet jako dodatkową, pełnoprawną formę prezentacji swojej twórczości, z czasem pewnie będą mogli myśleć o jej monetyzacji. Nasz nowy program, o którym wspomniałem, zachęcający do rozszerzania pól działalności, może być takim właśnie wehikułem, inkubatorem, który pomoże w rozwoju tego rynku. 

Środowisko twórców upomina się o wsparcie, ale jednocześnie pojawiają się głosy, że ci, którzy będą chcieli pieniądze, zostaną poddani pewnej formie cenzury. Jeden z artystów, Tomasz Łączyński, plastyk, apeluje: „Nie wiem, ale jestem przekonany, że pieniądze ministerstwa wspomagające niby kulturę będą kulą u nogi, będą kotwicą zatrzymującą kulturę w miejscu. [...] Czy chcemy być po tej stronie zniewolonych urzędniczą myślą ludzi i zgadzać się na urzędniczą omnipotencję decydowania, czy też marzymy, aby wolność twórcza, owszem, czasem związana z brakami finansowymi i brakiem stabilizacji, zatryumfowała?”. Jak Pan skomentuje te słowa?

Wsparcie, pomoc państwa dla twórców czy dla prywatnych instytucji to forma mecenatu. Instytucja w sztuce znana od starożytności. I od starożytności celem mecenatu jest zachowanie i rozwijanie pewnej tradycji kulturowej – czyli pożytek wspólnoty. Problem tzw. wolności twórczej również nie jest specjalnie nowy, jeśli pamiętamy, np. z lektury, spory choćby Michała Anioła z jego potężnymi mecenasami. 

Ja nie uważam, żebyśmy w tym przypadku czynili jakieś polityczne koncesje, żebyśmy kogoś zobowiązywali do czegoś ponad realizację działań, do których artysta sam się zobowiązał, występując o dotację czy stypendium. Nie mam też oporów przed wspieraniem dzieł ważnych i znaczących dla polskiej kultury nawet wtedy, gdy po drugiej stronie nie stoją moi fani. Nikt zresztą nie zmusza twórców do korzystania z pomocy, nie jest ona, na całe szczęście, obowiązkowa ani przymusowa. 

Przestrzegałbym natomiast przed szufladkowaniem i kuszącym, choć w gruncie rzeczy upraszczającym, odwołującym się do fałszywego stereotypu przeciwstawianiem artysty urzędnikowi. Niejednokrotnie to właśnie urzędnicy robią wiele, żeby tym twórczym, wolnym duchom pomóc. Bywają urzędnicy bardzo kompetentni, kochający sztukę i nawet – niekiedy – lepiej rozumiejący kulturę i jej potrzeby niż niejeden artysta.

Nie przegap!
Cała rozmowa z prof. Piotrem Glińskim w najbliższym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”. Wicepremiera pytamy w nim także o to, na jaką pomoc w tych trudnych czasach mogą liczyć artyści, twórcy i instytucje kulturalne oraz o budzący obawy środowiska twórców art. 15l zawarty w ustawie o tarczy antykryzysowej.