Czy mord w Katyniu był zemstą Stalina za rok 1920? Tak myśli wielu Polaków. Bo wtedy, pod Lwowem z powodu polskich żołnierzy, jego kariera polityczna zawisła na włosku. Będąc komisarzem przy sowieckim Froncie Południowo-Zachodnim – złożonym z czterech armii, w tym osławionej Konarmii Budionnego – Stalin domagał się zdobycia Lwowa, z niesłychaną determinacją bronionego przez zaledwie 3 dywizje polskie i jedną ukraińską oraz ochotników lwowskich. Symbolem nieustępliwości polskiego żołnierza stało się Zadwórze – gdzie poległo 318 z 330 obrońców. Związanie armii sowieckich pod Lwowem, umożliwiło wykonanie uderzenia na odsłoniętą lewą flankę sił Tuchaczewskiego zaangażowanych w bitwę o Warszawę, a w konsekwencji zwycięstwo w wojnie polsko-bolszewickiej.

Ostatnio rosyjska propaganda historyczna twierdzi, że Polacy nie powinni mieć pretensji o rozstrzelanych oficerów, bowiem sami mają na sumieniu wielokrotnie większą liczbę żołnierzy Armii Czerwonej zmarłych w polskich obozach jenieckich po 1920 roku. W 2011 roku „nieznani sprawcy” umieścili w Strzałkowie – gdzie niegdyś znajdował się obóz dla bolszewickich jeńców wojennych – tablicę z napisem „Pamięci 8 tys. sowieckich czerwonoarmistów brutalnie zamęczonych w polskich obozach śmierci w latach 1919-1921”. Rosyjska propaganda łże przy tym w żywe oczy, zawyżając liczbę żołnierzy i ignorując fakt, że zmarli oni z powodu chorób zakaźnych, a władze polskie włożyły wiele trudu w opiekę nad wziętymi do niewoli agresorami – w Strzałkowie kapitan doktor Władysław Gabler, narażając własne życie, ratował jeńców chorych na tyfus...

Cały artykuł można będzie przeczytać w najnowszym wydaniu tygodnika GP.