Szef resortu zdrowia był gościem porannej rozmowy portalu Gazeta.pl. Pytany, czy może zapewnić, że w Polsce nie powtórzy się scenariusz włoski czy hiszpański, gdzie nie wszyscy mogą liczyć np. na niezbędny sprzęt medyczny, minister stwierdził, że oczywiście nie może złożyć takiej deklaracji.

- Te scenariusze zależą od tego, jak będziemy się zachowywali; nie od tego, ile będziemy mieli sprzętu w Polsce. Jak widzimy scenariusz włoski czy hiszpański, to widzimy, że choć mają dużo sprzętu i są to bogate kraje, to w efekcie lekceważenia zaleceń, by zostać w domu, sytuacja wymknęła się z pod kontroli

 – wskazał.

- Jeśli zachowamy dyscyplinę; jeśli będziemy w domu, jeśli będziemy zachowywać się solidarnie, ze wzajemną życzliwością, ale z dystansem, to wtedy mamy szansę spłaszczyć krzywą zachorowań na tyle, żeby każdy pacjent miał szanse na leczenie

 – dodał.

Pytany, kiedy można spodziewać się apogeum zachorowań, Szumowski odparł, że trudno to przewidzieć.

- Patrząc na wykresy przebiegu epidemii w innych krajach, to mogą być tygodnie. Z drugiej strony wiemy, że są drastycznie różne przebiegi epidemii. Jest japońska krzywa, gdzie krzywą udało się wypłaszczyć, ale i krzywa hiszpańska czy włoska, gdzie poszybowała niemal pionowo

 – wskazał.

- Kiedy będzie szczyt zachorowań, to naprawdę zależy od nas, od Polaków

- podkreślił.

Szef Ministerstwa Zdrowia wskazał, że dlatego działania rządu były szybkie i zdecydowane. Polska zdecydowała się na ograniczenie imprez masowych i działalności galerii handlowych, zawieszenie zajęć w szkołach oraz zamknięcie granic. Do 11 kwietnia włącznie nie można się swobodnie przemieszczać poza celami bytowymi, zdrowotnymi i zawodowymi.