Chińskie media nieustannie bombardują opinię publiczną informacjami, jakoby wirus był efektem pracy amerykańskich laboratoriów. Jednocześnie przesyłając symboliczną pomoc krajom Europy, przedstawiają siebie jako światowego lidera walki z pandemią. Wszystko po to, aby poprawić swój wizerunek i zyskać większą akceptację dla prowadzonej przez siebie polityki.

Potęga dezinformacji

Ostatnie dni to nie tylko nadaktywność chińskiej dyplomacji czy zatrudnionych przez Chińczyków agencji public relations oraz zwykłych trolli. PR-owskie komunikaty są masowo powielane przez media w Polsce i przyjmowane bez zająknięcia nawet przez prawicową część opinii publicznej.
Jednocześnie ukazało się wiele raportów dotyczących działania chińskich służb informacyjnych w obecnych czasach.

– Największe kłamstwo rozprzestrzeniane przez chiński rząd dotyczy tego, że wirus może być wytworem US Army. Tego typu dezinformacja przypomina czasy KGB, które w ten sam sposób obwiniało USA o HIV w latach 80. ubiegłego wieku – mówi „Codziennej” Jakub Janda, dyrektor Centrum Europejskich Wartości dla Polityki Bezpieczeństwa. – Obecnie tę wersję wydarzeń chińscy ambasadorzy rozpowszechniają w Afryce – dodaje Janda.

Pekińska machina propagandowa zaczęła się rozkręcać, gdy liczba zachorowań w tym kraju znacznie zmalała. Zaczęto podkreślać, że nowe przypadki zakażeń pochodzą z zewnątrz, w domyśle: z krajów europejskich bądź USA, które z epidemią radzą sobie znacznie gorzej. Stąd zalew fake newsów komponowanych przez azjatyckie służby. To wszystko ma służyć pokazaniu, że rządy autorytarne radzą sobie z kryzysami lepiej niż zachodnie demokracje.

Chiny chcą być postrzegane nie jako kolebka groźnego wirusa, ale jako globalny dostawca pomocy humanitarnej. Przy okazji dyskredytują światowe przywództwo Stanów Zjednoczonych. Chiński rząd jest świadom niedoskonałości europejskich systemów opieki zdrowotnej, ponieważ od lat inwigiluje to, co dzieje się na Starym Kontynencie. To prawda, że władze Wuhanu poradziły sobie z problemem pandemii COVID-19. Jednak nigdy nie dowiemy się, jakim kosztem, także ludzkim.

Na manipulacje pochodzące z Pekinu zwraca uwagę coraz więcej służb wywiadowczych. Generał Jonathan Vance, szef kanadyjskiego sztabu generalnego, ostrzegł, że Chiny i Rosja usiłują wykorzystać zamieszanie i próbują siać zamęt i panikę wśród opinii publicznej.

„ChRL wykorzystuje swoją rosnącą zamożność do wywierania wpływu. Dzięki zachodnim pomocnikom Chińska Partia Komunistyczna używa pieniędzy, nie ideologii komunistycznej, jako potężnego źródła nacisków, żerując na długoletnich relacjach zależności” – wynika z raportu parlamentarnej komisji ds. bezpieczeństwa narodowego i wywiadu Kanady.

Uderzyć w sojuszników

Główne ostrze chińskiego uderzenia skierowane jest w USA oraz członków NATO. Pekin prowadzi wojnę informacyjną z Waszyngtonem. Republikański senator Tom Cotton już kilka miesięcy temu pisał, że SARS-CoV-2 mógł być częścią arsenału broni biologicznej. Jednak prawdziwą wściekłość wywołał Donald Trump, mówiąc o „chińskim wirusie”. Pekin zareagował natychmiast. Jak donosił na Twitterze Tomasz Sajewicz, korespondent Polskiego Radia w Pekinie, chińskie władze w trybie pilnym wydaliły amerykańskich dziennikarzy czołowych mediów, takich jak „Wall Street Journal” czy CNN. Ujawnił też, że zagraniczni korespondenci pracują w bardzo trudnych warunkach, nierzadko są inwigilowani i zastraszani.

Tymczasem Chiny zaczynają zachowywać się tak, jakby wirus nie pochodził z Azji. Xi Jinping, sekretarz generalny KPCh i przewodniczący ChRL, w połowie marca odwiedził Wuhan, stolicę prowincji Hubei, w której wybuchła epidemia. Po tym wydarzeniu produkcja na zagraniczne rynki znów ruszyła pełną parą. Władza stara się wszelkimi możliwymi środkami ukryć protesty zwykłych obywateli, którzy w tym czasie stracili bliskich oraz możliwości zarobkowania. Pojawia się coraz więcej głosów, że tragedia jest wykorzystywana do wewnątrzpartyjnych rozgrywek.

W blogosferze pojawiają się relacje opisujące rzeczywiste rozmiary katastrofy w Wuhanie, lecz regularnie są one usuwane przez cenzurę. Wyszedł na jaw nawet fakt bardzo wysokiej śmiertelności wśród członków Chińskiej Partii Komunistycznej z oficjalną adnotacją: „przyczyna zgonu – zapalenie płuc”.

Co zaskakujące, narracja Pekinu pada na podatny grunt. W wielu zachodnich mediach, także w Polsce, można przeczytać teksty chwalące skuteczność Azjatów w poradzeniu sobie z epidemią, co kontrastuje z nieudolnością systemów opieki zdrowotnej w Unii Europejskiej. Chiny mają być nie tylko odbierane jako kraj bardzo dobrze zarządzany, lecz także poświęcający się dla ludzkości i biorący na siebie ciężar walki z zarazą. Ma temu służyć także otwartość Pekinu na współpracę międzynarodową i gotowość do niesienia bratniej pomocy poszkodowanym.

Jednak naukowcy rozwiewają wszelkie wątpliwości dotyczące koronawirusa. Na łamach „Nature Medicine” międzynarodowy zespół, w którego skład weszli m.in. badacze z Australii, Szkocji i USA, jednoznacznie dowiódł, że obecny wirus jest po prostu kolejną mutacją znanego już od 2002 r. wirusa SARS, mającego pochodzenie odzwierzęce. Poprzednia odmiana wirusa przenosiła się na człowieka z łaskunów chińskich i wielbłądów, obecna zaś jest prawdopodobnie wynikiem niekontrolowanego spożywania nietoperzy i łuskowców lub kontaktu z innymi ssakami, takimi jak łaskuny czy fretki.

Partyjna propaganda

„Chiny chcą przekazać Polsce środki ułatwiające walkę z epidemią koronawirusa, m.in. testy wykrywające wirusa oraz odzież ochronną. Wcześniej podobną pomoc otrzymali Włosi” – napisał dziennik

„Rzeczpospolita”. „Strona chińska nigdy nie zapomni o pomocnej dłoni wyciągniętej przez polski rząd i Polaków w stronę Chin, gdy te walczyły z epidemią. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie” – cytuje komunikat ambasady ChRL. Podobnie ciepło witana jest chińska pomoc we Włoszech. Wśród przekazywanych darów są respiratory, lekarstwa, okulary ochronne, maseczki i testy.

Skąd taki dobry przepływ informacji między władzami autorytarnego państwa a mediami? „Jest to efekt stosowania tzw. miękkiej siły przez chińskie władze w stosunku do innych państw” – czytamy w najnowszym raporcie Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Akademii Sztuki Wojennej. Jego autorka Anna Bachulska stwierdza, że „miękka siła” ma kształtować środowisko przychylne partii komunistycznej i polega na przedstawianiu Chin jako kraju mającego ciekawą kulturę, silnie rozwiniętą gospodarkę i sprawne państwo, z którym współpraca przynosi duże korzyści.

W Polsce istnieje jeszcze mała świadomość chińskiego oddziaływania – sugeruje autorka. Okazuje się, że bazując na atrakcyjnych uogólnieniach, zachwycie nad cudem gospodarczym, Chinom udaje się uplasować ponad 100 pozytywnych artykułów rocznie w polskich mediach.

Polacy kuszeni współpracą finansową nagle zapomnieli, że Chiny są krajem, w którym nagminnie łamane są prawa człowieka, prześladowani są katolicy i Kościół, nieprzerwanie trwa system monopartyjny bazujący na komunistycznej ideologii marksizmu-leninizmu.

Jak dowodzi niedawny raport Ośrodka Studiów Wschodnich pt. „Komunistyczna Partia Chin i jej państwo”, chiński system polityczny jest modelem leninowskim – dominacji partii nad strukturami państwa. To partia komunistyczna, bez jakiejkolwiek kontroli, ma monopol wszechwładzy, decydując dosłownie o wszystkim, co dzieje się w kraju. To 90-milionowy beton wielopokoleniowych klanów partyjnych dygnitarzy i grup interesów.
Jej obecny sekretarz generalny Xi Jinping dokonuje „konserwatywnego zwrotu”. Jest on powrotem do fundamentów partii z 1949 r. – dalszego rozbudowywania struktur partii kosztem państwa, ideologii komunistycznej jako głównego narzędzia kontroli społecznej oraz powstrzymywania eksperymentów politycznych, takich jak liberalizacja czy rządy prawa. To „wartości”, od których my uwolniliśmy się w 1989 r. i nie chcemy do nich już nigdy wracać.


Autor jest założycielem i dyrektorem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)