Profesor Pyrć podkreśla w swoim wykładzie, że trudno ocenić, jaka jest śmiertelność, wśród chorujących, "skoro większość przechodzi chorobę bardzo łagodnie i nie jest diagnozowana".

- Zakładając, że śmiertelność wynosi ok 1,4%, to z pewnością jest to więcej niż grypa, ale na pewno nie jest to tak groźny wirus, jak np. ebola. Nie będziemy mieć scen jak z filmu "Epidemia" z Dustinem Hoffmanen, ludzie nie będą umierać na ulicy. To, co jest groźne, to konieczność hospitalizacji ok. 15% zakażonych, a to jest trudne nawet dla najlepiej zorganizowanej opieki zdrowotnej na świecie. Wirus jest nowy, nie mamy jeszcze przeciwciał, odporności, nie mamy szczepionki

- mówi naukowiec i podkreśla znaczenie zachowania wszelkich środków ostrożności.

- Wirus SARS-CoV-2 ma długi okres wykluwania i jest bardzo zakaźny, nawet gdy nie mamy objawów i dlatego nie wyłapujemy wcześnie zakażonych. Gdy mamy lekkie objawy, jak katar, zarażamy intensywnie. Dlatego tak ważne są wszelkie, nawet najprostsze środki ostrożności: mycie rąk, kichanie i kaszel w rękaw itp.

- podkreśla wirusolog.

Odnosząc się do często ostatnio podnoszonej kwestii dot. noszenia maseczek ochronnych, prof. Pyrć wskazał, że "należy je nosić, gdy jest się chorym, po to, by nie zarażać innych".

Naukowiec snuje też prognozę dotyczącą przyszłości.

- Rozwój wirusa może się zatrzymać za ok. 2 miesiące. Jeżeli ten wirus zostanie z nami, to w przyszłości prawdopodobnie przestanie stanowić dla nas poważne zagrożenie, bo nabędziemy odporności. Są np. wirusy, które każdy z nas przechodzi do 8 roku życia i dzięki temu nie są groźne

- ocenił prof. Krzysztof Pyrć.

 

ZOBACZ CAŁY WYKŁAD JEDNEGO Z NAJWYBITNIEJSZYCH POLSKICH WIRUSOLOGÓW