W chińskim mieście Wuhan, pierwotnym ognisku pandemii koronawirusa, zaniżano liczbę zakażonych osób. Niektórzy pacjenci wykazujący objawy zakażenia byli przedwcześnie zwalniani z kwarantanny, a testów na koronawirusa nie wykonywano rzetelnie.

Chińskie władze wielokrotnie przekonywały, że dzieliły się ze społecznością międzynarodową danymi dotyczącymi epidemii w sposób szybki i przejrzysty. Brak przejrzystości i spóźnioną reakcję na wybuch epidemii zarzucali im jednak niektórzy krytycy, w tym sekretarz stanu USA Mike Pompeo.

Ten temat był omawiany w programie Michała Rachonia na antenie TVP.Info. Korespondent polskich mediów na Tajwanie Hanna Shen ujawniła szokujące informacje dotyczące postępowania komunistycznych władz Chin.

- Już na początku marca jedna ze znanych chińskich komentatorek mieszkająca teraz w Stanach Zjednoczonych napisała na swoim Twitterze, że Chiny rozpoczęły taką bardzo mocną kampanię informacyjna, a właściwie dezinformacyjną na czterech poziomach. Dwa pierwsze mogą dotyczyć Chińczyków. Jedna, to budowanie takich bardzo pozytywnych historii, które mają odciągnąć uwagę od takich historii, jak ta, tego lekarza, który jeszcze w grudniu alarmował, że rozwija się w Chinach jakiś niepokojący wirus. 

- powiedziała dziennikarka.

Lekarz z miasta Wuhan w środkowych Chinach, który w grudniu ostrzegał kolegów po fachu przed epidemią wywołującego zapalenie płuc koronawirusa i został za to pouczony przez policję, zmarł z powodu zakażenia wirusem – przekazały wówczas chińskie media.

Okulista Li Wenliang pracował w jednym ze szpitali w Wuhanie, gdzie znajduje się pierwotne ognisko epidemii koronawirusa. W swoim ostatnim wpisie w sieci społecznościowej Weibo 1 lutego poinformował, że stwierdzono u niego zakażenie. Li zmarł w szpitalu w wyniku zapalenia płuc wywołanego nowym koronawirusem.

- Druga historia, to jest tworzenie teorii spiskowych, zrzucenie winy za rozprzestrzenianie się, albo wytworzenie tego koronawirusa na Amerykanów. Dwa ostatnie poziomy, te które widzimy teraz, to jest właśnie przekonanie świata, że Chiny sobie już poradziły, że są pod pełną kontrolą. I co z tego wynika? Skoro Chiny sobie już poradziły, to swoim doświadczeniem mogą się podzielić ze światem, mogą nieść pomoc.

- wskazała Shen.

Jak podkreśliła korespondentka, informacje „które mamy od samych Chińczyków są zupełnie inne”.

- Wiemy, że przed wizytą prezydenta Chin w Wuhan Chiny zlikwidowały 14 tymczasowych szpitali i było to odtrąbione jako wielki sukces i pokazanie, że rzeczywiście Chiny poradziły sobie z epidemią. Tymczasem po zlikwidowaniu tych szpitali stworzono 300 mniejszych ośrodków, do których część tych ludzi powróciła

- mówiła dziennikarka.

- Wiemy także, że wielu ludzi jest wypisywanych, ponieważ zmieniły się kryteria i lekarze alarmują, że są wypisywane osoby, które są nadal chore i będą zarażać w swoich społecznościach. Ta narracja, że Chiny sobie poradziły, że możemy mówić o zerowych przypadkach, wydaje się być nieprawdziwa

- oceniła Hanna Shen, dodając, że Chiny od 17 listopada ub.r. kłamały co do liczby zachorowań.

Dziennikarka zauważyła, że w łonie chińskiej partii komunistycznej panuje ogromny strach, bo skutkiem epidemii może być utrata władzy przez obecnych jej liderów.

- Dziś przekaz ze strony Chin jest bardzo pozytywny. Mówi się nawet, że nie ma nowych przypadków wykrytych (lokalnych), ale nie mówi się o tym, o czym alarmują lekarze, że w dalszym ciągu przypadki zakażeń są, że ta narracja jest fałszywa. Cały czas chińskie krematoria otrzymują ciała, na których napisane jest, że powodem śmierci jest niezidentyfikowane zapalenie płuc. Każdy pracownik krematorium w Chinach wie, co to znaczy.

- podsumowała dziennikarka.